Zasubskrybuj

Zarejestruj się za darmo

  • Szybki dostęp do ulubionych artykułów

  • Zarządzanie powiadomieniami o najświeższych wiadomościach i ulubionych kierowcach

  • Wyraź swoją opinię poprzez komentowanie artykułów

Motorsport prime

Poznaj kontent premium
Zasubskrybuj

Edycja

Polska Polska

Głosy po Rajdzie Polski

ŁUKASZ HABAJ: - 62 Rajd Polski to nasze spełnione marzenie - odcinki specjalne bardzo nam się podobały, przygód mieliśmy co niemiara, ale jak to mówią – wszystko dobre, co się dobrze kończy.

Czwarte miejsce w Pucharze Peugeota to dla nas rewelacyjny wynik, nie śniliśmy o tak wysokiej pozycji. Tym bardziej, że to był nasz pierwszy szutrowy rajd, a koledzy jeżdżący w RPP są potwornie szybkimi i utalentowanymi zawodnikami. Zdajemy sobie sprawę, że zajęta pozycja jest efektem wypadków i defektów naszych konkurentów, tempa jazdy jakie zachowaliśmy oraz życzliwości, z jaką spotkaliśmy ze strony wielu osób, bez pomocy których nie osiągnęlibyśmy mety. Bardzo serdecznie Wam wszystkim dziękujemy

FILIP NIVETTE: - Początek był wspaniały - wygraliśmy w klasie pierwszy oes. Niestety, na trzecim uszkodziliśmy przegub i półoś - dotoczyliśmy się jakoś do mety oesu i pokonaliśmy ponad 80 kilometrów dojazdówki. Na serwisie serwis bardzo szybko wymienił wadliwe elementy. Pełni wiary wyruszyliśmy na kolejną pętle. Niestety, czwarty odcinek był dla nas ostatnim. Awaria zawieszenia z pierwszej pętli uszkodziła mechanizm różnicowy w naszej rajdówce. Szkoda, bardzo chciałem dojechać do mety tego rajdu. Chciałem z jak najlepszej strony pokazać się moim nowym tegorocznym sponsorom, firmom Fleet Auto Serwis oraz Pirelli. Jestem przekonany, że w kolejnej części sezonu będzie znacznie lepiej. W naszej Astrze drzemią ogromne możliwości...

ZBIGNIEW GABRYŚ: - Nasz występ w Rajdzie Polski trudno uznać za udany - niestety, od początku prześladował nas pech. Już na trzecim kilometrze OS 1 doszło do awarii przewodu hamulcowego i przez resztę dystansu podróżowaliśmy bez hamulca. Skończyło się na 40-sekundowej stracie i nerwowej atmosferze. Wymieniliśmy przewód na nowy i odpowietrzyli układ hamulcowy jak tylko potrafiliśmy najlepiej w tych warunkach. Niestety, przewód okazał się ciut za długi i na OS numer 3 awaria powtórzyła się po raz drugi.

Po naprawie uszkodzonego hamulca w strefie serwisowej, kontynuowaliśmy rajd bezprzygodowo, ale tylko do OS numer 6. Tutaj po „zameldowaniu” się w dziurze, jaka powstała w jednej z kolein, w Lancerze uległ złamaniu tylny wahacz oraz w konsekwencji tej awarii, urwał się amortyzator. Ledwo dotarliśmy do strefy serwisowej, gdzie wysiłkiem mechaników zamontowano nowy wahacz i amortyzator.

W drugim dniu zawodów pech nie opuszczał nas ani na chwilę. Na OS 13 w drobny mak rozsypała się skrzynia biegów i to był koniec naszych marzeń o dotarciu do mety Rajdu Polski.

MARCIN ABRAMOWSKI: - Cztery dni przed rozpoczęciem rajdu, mój start stanął pod wielkim znakiem zapytania - po wybuchu silnika sądziłem, że jest już po sprawie i mój występ nie dojdzie do skutku. Rewelacyjna dyspozycja Wiesława Steca i jego serwisu wybawiła mnie jednak z kłopotu. Nie ukrywam, że do pierwszego odcinka specjalnego przystąpiłem wyjątkowo spięty i trochę stremowany. Odczuwałem duże ciśnienie, bo przecież startowałem na własnym terenie, pod presją oczekiwań kibiców a także własnych wyobrażeń o tym rajdzie. Pierwszą pętlę pojechałem rozpoznawczo, sprawdzając własną dyspozycję, przyrównując się do konkurencji. Nie jest tak źle - pomyślałem i na drugiej pętli dałem z siebie wszystko. Kiedy po 5 odcinku zorientowałem się, że jestem trzeci w generalce, wiedziałem że mogę walczyć z najlepszymi. Mój zapał ostudził szybko,, kapeć'' na najdłuższym tego dnia odcinku. Przejazd 17 kilometrów na trzech sprawnych kołach i dodatkowo awaria elektryki w samochodzie, zepchnęły mnie na odległą, 24 pozycję. Mimo wszystko, pełen nadziei przystąpiłem do drugiego etapu. Do bardzo udanych zaliczam przejazdy 7 i 8 odcinka, szczególnie tego ostatniego, na którym odnotowałem 4 czas w generalce. Wreszcie nastąpił feralny dla mnie, 9 odcinek. Szło rewelacyjnie do momentu, w którym na prawym szybkim zakręcie z przejazdem przez mostek, wypadłem z trasy i zaliczyłem dachowanie. Pierwszym słowem jakie usłyszałem po tym wydarzeniu, było "przepraszam" z ust mojego pilota. Kibice postawili nas na koła, ale widać pech mnie nie opuścił, bo trzy zakręty przed metą urwane szpilki, a w konsekwencji całe koło spowodowało, że zaliczyłem drugie dachowanie.

Przeżyłem po raz pierwszy na taką skalę zainteresowanie mediów i kibiców moją osobą. Wiele miłych i często serdecznych słów to naprawdę wzmacniające i motywujące każdego sportowca, gesty. Dziękuję szczególnie rodzinie Wawrzynów, która od początku nie tylko otoczyła mnie serdeczną opieką, ale także wspiera w moich planach i marzeniach. Wielkie podziękowania dla całego zespołu Cersanit Rally Team, w szczególności dla Michała Sołowowa, za życzliwość, dobre rady i rzetelną pomoc. To, że w tak trudnym rajdzie mogłem powalczyć jak równy z równym, stanowi przede wszystkim zasługę inżyniera Krzysztofa Gołąba. Jego praca przy ustawianiu zawieszenia mojego samochodu okazała się nieoceniona.

Chcę powiedzieć, że nie tylko rywalizacja i wyniki ale przyjaźń, zaufanie i serdeczność może towarzyszyć zawodnikowi w czasie rajdu i ja to odczuwam na własnej skórze. Wszystkim życzliwym bardzo dziękuję.

STEFAN KARNABAL: - Jesteśmy na mecie na dobrej szóstej pozycji, jesteśmy bardzo szczęśliwi. Mieliśmy okazję uczestniczyć w rywalizacji na bardzo wysokim poziomie - bardzo ciekawe, dobrze przygotowane trasy, rzesze kibiców, słowem wszystko czego potrzeba do stworzenia wielkiego widowiska. Pojechaliśmy cały rajd rozważnie, konsekwentnie realizując założony priorytet, którym było dojechanie do mety na jak najwyższej pozycji, ale bez nadmiernego ryzyka. Cieszymy się z pierwszych punktów w klasyfikacji mistrzostw Europy i mistrzostw Polski. Po pechowym Rajdzie Elmot mieliśmy coś do udowodnienia. Samochód został bardzo dobrze przygotowany przez mechaników. Teraz trzeba dokonać kolejnych usprawnień w naszym aucie. Tradycyjna sześciobiegowa seryjna skrzynia naprawdę spowalnia jazdę.

PAWEŁ STEFANICKI: - Wiązałem spore nadzieje z tym startem, gdyż byliśmy bardzo dobrze przygotowani do tego rajdu. Bardzo lubię jeździć po nawierzchni szutrowej i realnie liczyłem na ukończenie zawodów na dość wysokiej pozycji. Moje plany zostały jednak mocno zweryfikowane, gdyż rajd okazał się być potwornie wymagający dla sprzętu. Niestety, obecnie nie dysponujemy tak dobrym zawieszeniem jak konkurencja i na efekty nie trzeba było długo czekać. Na odcinkach specjalnych zdarzało nam się podróżować z prędkościami rzędu 170 km na godzinę, po nierównych szutrowych drogach, które po prostu zdemolowały zawieszenie naszego auta. Przednie amortyzatory praktycznie eksplodowały, wyrzucając cały olej. W tej sytuacji dalsza jazda był niemożliwa, a decyzja o wycofaniu się - nieunikniona. Bardzo dziękuję kibicom za doping, niestety bardzo żałuję, że nie mogliśmy spotkać się na mecie.

ŁUKASZ WITAS: - Zaczęliśmy bardzo dobrze, z odcinka na odcinek wypracowaliśmy przewagę, lecz nasza taktyka legła w gruzach wraz z przebitą oponą na OS 3. Jadąc na kapciu blisko 15 km, nie dość, że straciliśmy ponad dwie minuty, to przez wirującą gumę, a później jazdę na feldze, zawieszenie naszej pucharówki zostało dosłownie zdemolowane. W tym miejscu wielkie słowa uznania należą się dla naszego serwisu - zdążył on dokonać większości potrzebnych napraw i ze strefy wyjechaliśmy z zaledwie jedną minutą spóźnienia. Korzystając z okazji chciałbym również podziękować naszym rywalom, którzy bezinteresownie pożyczyli nam brakujące części. Po krótkiej analizie sytuacji postanowiliśmy atakować. Walka była naprawdę zacięta. Podjęliśmy spore ryzyko i momentami jechaliśmy na 110 procent. Jak widać opłaciło się - a zwycięstwo smakuje jeszcze lepiej.

MARIUSZ PELIKAŃSKI: - Zapowiadało się dobrze - rozpocząłem bardzo ostrożnie, a mimo to notowałem dość przyzwoite czasy w czołówce stawki. Niestety, gdy zaczęliśmy się rozkręcać, pokonała nas technika. Auto zaczęło niespodziewanie pływać po drodze - wraz z Danielem byliśmy nawet przekonani, że złapaliśmy kapcia. Chwilę później, na prawym zakręcie, w koleinie, poczuliśmy mocne uderzenie. Gdy zjechaliśmy na metę okazało się, że tylne koło naszego Peugeota jest skrzywione i zablokowane, a wahacz pęknięty. Samodzielne usunięcie awarii przed najdłuższym, ostatnim przed strefą serwisową, 40-kilometrowym oesem Derc było niemożliwe. Musieliśmy podjąć przykrą decyzję o wycofaniu.

ZBIGNIEW STANISZEWSKI: - Jestem bardzo szczęśliwy; pokonanie byłego mistrza Europy smakuje doskonale. Nasza walka na ostatnich odcinkach specjalnych to cała kwintesencja sportu - silna rywalizacja i pojedynek o sekundy doskonale mnie mobilizuje. Wiedziałem, że my z Sebastianem wytrzymamy. Bałem się jedynie o samochód. Nasza siedmioletnia Evo VI-tka spisała się jednak bez zarzutu. Podczas całego rajdu nie przybyła jej choćby rysa zadrapania. Co więcej, po pierwszym dniu uważałem, że tym samochodem nie można już szybciej pojechać. Wściekła pogoń Travaglii zmusiła nas jednak do odpierania ataków i jak się później okazało, mój „Misiek” potrafi jeździć jeszcze szybciej.

MARCIN BEŁTOWSKI: - Naprawdę cieszę się, że jesteśmy na mecie - pod koniec ostatniej pętli nie wyglądało na to, że dojedziemy, ponieważ zahaczyliśmy płytą o kamień, co spowodowało, że zaczął nam uciekać olej. Ogólnie jechało nam się bardzo dobrze, z każdą następną pętlą poprawialiśmy czasy. Jak na możliwości nasze i samochodu uważam, że nie jest źle. Mieliśmy dobry opis, w czym duża zasługa Bartka. Choć rajd wyjątkowo mnie zmęczył, z chęcią powrócę na mazurskie szutry za rok

KAMIL BUTRUK: - Pierwszy oes ukończyliśmy z trzecim czasem w Pucharze Peugeota, drugi oes to minuta straty po wizycie w krzakach. Jednak na kolejnych odcinkach wszystko układało się po naszej myśli, bowiem udało się wygrać dość znacznie najważniejszy oes nr trzy, Derc, o ponad 20 sekund. Po piątym oesie objęliśmy prowadzenie w klasie, niestety na oesie nr 6 nie wytrzymał sprzęt, urwał się silnik i zabrakło sprzęgła, co spowodowało długi postój na trasie. Dalej pojechaliśmy na jednym biegu. Strata okazała się olbrzymia – osiem minut - efektem był spadek na ostatnią pozycję. Drugiego dnia szwankowała skrzynia biegów, duże problemy sprawiało wrzucenie trójki, mimo to czasy przejazdów były odpowiednio trzeci i drugi. Na długich oesach odrabialiśmy nawet po minucie do zawodników będących na wyższych pozycjach. Nieoczekiwanie na oesie nr 9 urwaliśmy koło, kończąc udział w rajdzie.

Jestem bardzo rozczarowany faktem, iż nie dotarliśmy do mety i przepadło wiele cennych punktów. Może się okazać, iż przez ten jeden incydent nie będziemy się już liczyli w klasyfikacji końcowej. Po prostu rajd się nam nie układał. Na pocieszenie pozostaje to, iż pokazaliśmy, że potrafimy również szybko jechać, wygrywać odcinki specjalne i rywalizować z innymi.

MACIEJ LUBIAK: - Przyznaję, że z niecierpliwością oczekiwałem na ten rajd - lubię luźne nawierzchnie, a te odcinki specjalne, jakie przygotował organizator, okazały się bardzo ciekawe i dobre do walki. Wszystko szło doskonale do czasu owego feralnego OS-u nr 3. Jechaliśmy z Maćkiem Wisławskim naprawdę równo i właśnie tam, na tej najdłuższej próbie chcieliśmy zaatakować. W końcu do lidera rajdu traciliśmy kilkanaście sekund, a na 40 km OS-u można wiele zyskać lub stracić. Niestety, jadące z uszkodzonym kołem auto klasy S1600 zablokowało ruch na tej próbie i przez kilkanaście kilometrów, aż do mety jechaliśmy w kolejce czterech aut z prędkością 30 km/godz. To kosztowało nas stratę około 2 minut i szansę na bezpośredni kontakt z czołówką. Byłem bardzo rozgoryczony i chyba straciliśmy z „Wiślakiem” nieco serca do walki.

Na pierwszym odcinku specjalnym drugiego etapu skrzynia biegów zaczęła szwankować. Pierwszą pętlę kończyliśmy już w zasadzie z jednym przełożeniem i ledwo udało nam się dotrzeć do serwisu. Tam mechanicy zabrali się do naszego Lancera, ale nawet mimo ich zaangażowania i ogromnej pracy, za którą bardzo dziękuję, nie udało się zbytnio poprawić sytuacji. Na całkowitą wymianę tego elementu nie było niestety czasu. Po dojechaniu na start kolejnego odcinka, skrzynia całkowicie odmówiła posłuszeństwa. Ponadto okazało się, że pęknięciu uległa także jej obudowa. Wiem, że takie są rajdy i wiele aspektów ma wpływ na ostateczny wynik, ale wracając „na tarczy” z tego rajdu mamy świadomość, że wykonaliśmy ogromną pracę i włożyliśmy wiele wysiłku w przygotowania do niego, a całość została zniweczona niejako bez naszej winy. Mimo wszystko dziękuję wszystkim, którzy byli przy nas przed, w czasie i po rajdzie. Dziękujemy także wszystkim kibicom, którzy mimo naszych kłopotów zagrzewali nas do walki i dopingowali do dalszej jazdy.

MACIEJ BARAN: - Kłopoty zaczęły się na OS 3. 12 km do mety, na piaszczystej części oesu, po hopie nasz Lancer najechał na kamień leżący w koleinie, ten sam, na którym złapali kapcia Kuzaj i Bębenek. Następnie 2-3 km dalej opona urwała przewód hamulcowy. Strata była dość znaczna, gdyż sięgnęła trzech minut, a zniszczenia okazały się na tyle duże, że opuściliśmy strefę serwisową z jedenastominutowym spóźnieniem. Drugi etap to jazda prawie bez kłopotów - poza OS 8 i 12, gdzie w końcówce zaczynało brakować hamulca.

Ogólnie dobry rajd, poziom organizacyjny duzo lepszy niż w poprzednich latach - należą się podziękowania dla wszystkich, którzy brali udział w organizacji rajdu. Jedynym mankamentem były dwukrotnie przejeżdżane odcinki, szczególnie pierwszego dnia. Bardziej przypominały próby terenowe niż prawdziwe oesy i może warto zastanowić się nad jednokrotnym przejazdem w przyszłym roku. Mimo problemów, jestesmy zadowoleni z czasów oesowych i wyniku, a najbardziej cieszymy się z osiągniecia mety!

KAJETAN KAJETANOWICZ: - To był wspaniały rajd i niezapomniana rywalizacja - jestem bardzo zadowolony z osiągniętego wyniku, który, biorąc pod uwagę, że był to mój pierwszy start na nawierzchni szutrowej, przeszedł wszelkie moje oczekiwania. Słowa uznania należą się dla naszego bezpośredniego konkurenta, Łukasza Witasa - zmusił nas do jazdy pod dużą presją, a właśnie tak najbardziej lubię rywalizować. Myślę, że stworzyliśmy naprawdę emocjonujące widowisko. Ogromne słowa podziękowania należą się naszym kibicom, którzy bez przerwy zagrzewali nas do walki - to było coś niesamowitego! Jesteście wspaniali!

MACIEJ OLEKSOWICZ: - To był dla nas szczęśliwy rajd - 7 miejsce w klasyfikacji generalnej imprezy, będącej eliminacją mistrzostw Europy, to dla nas w pełni satysfakcjonujący wynik. Od samego początku jechało nam się bardzo dobrze, trzymaliśmy równe i skuteczne tempo. Nie mieliśmy praktycznie żadnych, większych przygód. Tylko w dwóch przypadkach musieliśmy się ostro bronić przed wypadnięciem z trasy. Teraz musimy rozpocząć przygotowania do kolejnej eliminacji. W ramach tego wystartujemy prawdopodobnie w Bułgarii.

LESZEK KUZAJ: - Nie mieliśmy szczęścia na tym rajdzie - na trzecim oesie Derc złapaliśmy „kapcia” w przednim kole, na dodatek urwała się dźwignia zmiany biegów. Wymiana koła na odcinku i próba naprawy awarii zabrały nam prawie siedem minut; to pogrzebało nasze szanse na dobry wynik. Drugi etap zaczęliśmy spokojnie i na luzie. Zdawałem sobie sprawę z tego, co mogę zrobić przy takiej stracie. Naszym celem była meta. Po pierwszej pętli dostałem „wolną rękę” i dzięki temu mogłem przyspieszyć i zaatakować. Wygraliśmy cztery oesy, co pozwoliło na częściowe odrobienie start. Końcówka rajdu pokazała, że odzyskałem formę i szybkie tempo. To dowód na to, że wypadek na Elmocie nie pozostawił żadnego trwałego śladu w naszej psychice. Co prawda, nasza sytuacja w mistrzostwach Polski jest dość skomplikowana, ale nie załamujemy rąk. Mam nadzieję, że limit pecha został już wyczerpany. Za dwa tygodnie startujemy w Rajdzie Ypres – kolejnej eliminacji mistrzostw Europy. Wierzę, że w Belgii uda nam się zdobyć punkty.

DARIUSZ CHUDOBIŃSKI: - Bardzo się cieszę, że udało nam się ukończyć ten niesamowicie trudny rajd na 4 miejscu w krajowej klasyfikacji kategorii Super 1600. Pierwszy raz startowałem tak mocnym samochodem, jakim jest Suzuki Ignis Super 1600 na szutrowych trasach i przyznam, że radość jazdy jaką daje to auto, jest niesamowita. Testy jakie odbyliśmy na Węgrzech tuż przed rajdem, owszem, pozwoliły mi poznać zachowanie auta na luźnych nawierzchniach, ale dopiero prawdziwa walka na oesach pokazała, co to auto naprawdę potrafi. Szkoda, że organizatorzy przydzielili nam tak daleki numer startowy, bo niestety, pierwszego dnia byliśmy zmuszeni do podróżowania w, często niemal nieprzejezdnych koleinach. Efektem było to, że rywale nieco nam odskoczyli ale gdy tylko droga pozwalała w pełni korzystać z możliwości samochodu, osiągaliśmy czasy przejazdu porównywalne z konkurencją, która na tym rajdzie była naprawdę bardzo silna. Drugiego dnia, kiedy przesunęliśmy się o 14 miejsc do przodu względem pozycji startowej, toczyliśmy już praktycznie równorzędną walkę z najbliższymi konkurentami. Kolejny awans w trakcie drugiego dnia rajdu, pozwolił nam na zajęcie 19 miejsca w klasyfikacji generalnej. Uważam to za bardzo obiecujący wynik, ponieważ po pierwsze, był to dla nas pierwszy start tym samochodem i główny inżynier naszego zespołu był mile zaskoczony naszymi wynikami, a po drugie osiągnęliśmy metę bez żadnych problemów czy awarii. Oczywiście kilka „rajdowych przygód” podniosło nam poziom adrenaliny ale wszystko skończyło się szczęśliwie. Nawet podróżowanie przez część odcinka bez interkomu nie popsuło nam świetnego nastroju, jaki powoduje jazda tym autem w profesjonalnym zespole. Myślę, że gdyby nie kilkumiesięczna przerwa i mniejsza znajomość tras niż w wypadku konkurencji, bylibyśmy jeszcze szybsi, ale każdy przejechany kilometr przybliża nas do pełni formy, którą mam nadzieję, będę mógł się wykazać w kolejnych startach.

Plan na rajd zakładał ukończenie rajdu na możliwie jak najwyższej pozycji i uważam, że został wykonany w stu procentach. Pokazaliśmy się naszym sponsorom z jak najlepszej strony a kibice, których były niesamowite tłumy, mieli, mam taką nadzieję, dużo wrażeń oglądając nasze przejazdy.

Chciałbym podziękować naszemu sponsorowi, firmie Orlen za umożliwienie nam startów w tym sezonie. Mam nadzieję, że spełniliśmy ich oczekiwania i godnie reprezentowaliśmy ich barwy.

MICHAŁ KOŚCIUSZKO: - Bardzo się cieszę z zajętego miejsca - rajd był bardzo ciężki, trasa odcinków specjalnych po nocnych opadach, często zaskakiwała niespodziankami, podczas kolejnego przejazdu była bardzo rozkopana i śliska. Nie udało się odrobić całej straty do Sebastiana Frycza z pierwszego etapu, spowodowanej blokowaniem drogi na najdłuższym odcinku specjalnym. Utrzymaliśmy więc swoją pozycję z wczorajszego dnia, zmniejszając różnicę czasową i uzyskując kilka dobrych czasów. Zajęcie drugiego miejsca pozwoliło nam wyjść na prowadzenie w klasyfikacji Super 1600 mistrzostw Polski po dwóch eliminacjach. Mój Ignis sprawował się bez zarzutu, byliśmy jedną z nielicznych załóg, które nie miały żadnych kłopotów technicznych z samochodem.

SEBASTIAN FRYCZ: - Maciek Wodniak jeszcze przed rajdem twierdził, że trzeba jechać równo i spokojnie, pod żadnym pozorem nie wolno się dać podpuścić. Miał słuszność - posłuchałem go i nie goniłem za Jean-Josephem, bo dla mnie liczyły się przede wszystkim punkty w klasyfikacji mistrzostw Polski, a nie miejsce w generalce. Taka taktyka przyniosła oczywisty efekt, ale nie ukrywam, że agresywny styl jazdy Simona Jean-Josepha zrobił na mnie duże wrażenie. Mam nadzieję, że kiedyś jeszcze będziemy mogli się zmierzyć. Początek roku był dla nas trochę pechowy, ale teraz jedziemy na pełnych obrotach. Widać to choćby po uzyskiwanych przez nas czasach. Jeśli nie liczyć szybszego od nas Simona Jean-Josepha i skupić się wyłącznie na rywalizacji z polskimi kolegami, to wygraliśmy 6 ze wszystkich 14 odcinków specjalnych. To dobry znak na resztę sezonu

GIANDOMENICO BASSO: - Rajd Polski ma świetne, ale bardzo zdradliwe oesy. Jechałem tu pierwszy raz i wielokrotnie wpadałem w zdumienie, że na tym samym odcinku nawierzchnia może się tak bardzo od siebie różnić. Finlandia? Wielka Brytania? Coś pośrodku! Odcinki w Rajdzie Polski są szybkie, trzeba uważać zwłaszcza w błocie i na zasypanych piaskiem asfaltowych łącznikach i możliwie prędko przyzwyczaić się do ich nierównego rytmu. Miałem z tym pewne kłopoty, wypadłem z drogi na najdłuższym oesie i straciłem sporo czasu, którego nie dało się już nadrobić. Musimy z konieczności zadowolić się czwartym miejscem wśród wszystkich aut Super 1600, ale za rok będzie następny rajd i wtedy – mam nadzieję - pokażemy się z lepszej strony.

MICHAŁ BĘBENEK: - Pierwsza pętla pierwszego etapu była dla nas dość pechowa: po dobrych dwóch początkowych oesach, na trzecim - odcinku prawdy - Dercu, mniej więcej w połowie złapaliśmy kapcia, co zaowocowało uszkodzeniem zawieszenia i sporą stratą czasową. Uszkodzenia, na szczęście nie okazały się duże i mogliśmy kontynuować jazdę.

Drugą pętlę zaczęliśmy spokojnie. Dwa pierwsze odcinki pojechaliśmy jeszcze trochę asekuracyjnie, nie mogliśmy otrząsnąć się po naszej dużej stracie na trzecim odcinku, dopiero drugi przejazd oesu Derc okazał się dla nas bardzo udany. Wykręciliśmy na nim dobry czas i to dzięki niemu awansowaliśmy z dziewiątego na trzecie miejsce po pierwszym etapie.

Drugi dzień w naszym wykonaniu to rozsądna jazda bez zbytecznego ryzyka. Mieliśmy już spore straty do Krzyśka i Oscara, natomiast udało nam się wypracować przewagę nad Zbyszkiem, więc jechaliśmy na utrzymanie trzeciego miejsca. Po awarii Szweda awansowaliśmy na drugie miejsce w rajdzie i nie pozostało nam nic innego jak tylko dowieść ten wynik do mety.

Marzyliśmy o tym żeby z Olsztyna wyjechać jako liderzy mistrzostw Polski i marzenie nasze się spełniło. Utrzymaliśmy prowadzenie, udało się zdobyć sporo punktów i z tego strasznie się cieszymy.

Samochód sprawował się bardzo dobrze, nie mieliśmy żadnych problemów mechanicznych. Wielkie podziękowania dla ekipy Wojtka Pischingera za doskonałą pracę i perfekcyjne przygotowanie auta.

Poprzedni artykuł Nasi górą!
Następny artykuł Porażka Nicolasów

Najciekawsze komentarze

Zarejestruj się za darmo

  • Szybki dostęp do ulubionych artykułów

  • Zarządzanie powiadomieniami o najświeższych wiadomościach i ulubionych kierowcach

  • Wyraź swoją opinię poprzez komentowanie artykułów

Motorsport prime

Poznaj kontent premium
Zasubskrybuj

Edycja

Polska Polska
Filtry