Wypowiedzi po Wiśle
MICHAŁ ELŻBIECIAK: - Głównym założeniem na ten rajd była meta i punkty w N0.
Po moich pierwszych, pechowych występach w poprzednich rundach PZM postanowiliśmy pojechać równym, spokojnym ale szybkim tempem - założenia zostały wykonane w 100 procentach. Osiągnęliśmy metę na drugim miejscu w klasie N0, kontrolując tę dobrą pozycję przez cały rajd. Na ostatnim odcinku musieliśmy przyspieszyć, naciskani przez Piotrka Wosia, co zaowocowało najlepszym czasem w klasie na tej próbie. Dziękujemy bardzo naszym sponsorom oraz organizatorom za bardzo dobrze zorganizowany rajd i bardzo ciekawe odcinki specjalne! Zostało już niewiele eliminacji, naszym celem będzie trzecie miejsce w klasie N0 na koniec sezonu i zrobimy wszystko, żeby je wywalczyć.
TOMASZ TREMBICKI: - Jechało nam się bardzo dobrze - czasy, które uzyskiwaliśmy na początku rajdu, rokowały dobry wynik na mecie. Na pierwszym odcinku pomimo wypadnięcia z drogi straciliśmy tylko dwie sekundy. Wygraliśmy drugi, trzeci i czwarty oes i prowadziliśmy w Pucharze. Niestety na kolejnej próbie zaczęły się problemy z samochodem, uszkodzeniu uległ czujnik chłodzenia alternatora, brakowało ładowania i samochód momentami przestawał jechać. Piąty odcinek przejechaliśmy bardzo powoli i spadliśmy klasyfikacji. Jednak najgorsze było to, że na strefie nie udało się mechanikom zdiagnozować usterki, co było bezpośrednią przyczyną wycofania się naszej załogi z rajdu. Bardzo żałujemy, bo była szansa na dobre miejsce i dopisanie do klasyfikacji kolejnych oczek.
PIOTR WOŚ: - Nie ukrywam, że startując w Rajdzie Wisły chcieliśmy się pokazać z jak najlepszej strony. Pierwszą pętlę zakończyliśmy jako liderzy i miałem nadzieję, że tę pozycję utrzymamy do końca rajdu. Niestety na 7 odcinku specjalnym było trochę za szybko i uszkodziliśmy prawy przedni wahacz w naszym Seicento. Blisko minuta straty oznaczała spadek w klasyfikacji i praktycznie brak szans na zwycięstwo. Przy okazji chciałem podziękować Krystianowi Pachucie, który pożyczył nam części niezbędne do naprawy naszej rajdówki. Bez jego pomocy nie moglibyśmy ukończyć tego rajdu.
ALEKSANDER JAROSZEWICZ: - Od początku zakładaliśmy, że naszym celem jest osiągnięcie mety - miejsce nie grało roli, jechaliśmy spokojnie i bardzo asekuracyjnie. Na początku było bardzo źle, musiałem się przełamać, co na szczęście nie trwało zbyt długo. Z OS-u na OS jechało mi się coraz lepiej i pewniej. Rajd był bardzo trudny technicznie, prowadził po wąskich drogach, dlatego cieszę się z osiągniętego wyniku, zdobycia niezbędnego doświadczenia i z pierwszych punktów w klasie A-6. Gdyby nie wykrzywiony wahacz podczas ostatniej pętli, być może rajd ukończylibyśmy na „pudle”. To była dobra szkoła jazdy. Bardzo się cieszymy z powrotu na rajdowe trasy. W tym sezonie planujemy jeszcze zdobywać doświadczenie w pozostałych eliminacjach PZM, a od przyszłego roku chcemy walczyć w klasie A-6 w pełnym cyklu. Chciałbym w tym miejscu bardzo podziękować najbliższym, rodzinie i znajomym za to, że są ze mną i pomagają w trudnych sytuacjach. Szczególne podziękowania kieruję do mojego taty, bo to dzięki niemu dalej jeżdżę w rajdach.
MACIEJ ŻUCHOWSKI: - Ogólnie jestem zadowolony z mojego występu w tym rajdzie, gdyż udało nam się wykręcić kilka niezłych czasów. Po dziesiątym odcinku specjalnym zajmowaliśmy dobre, pewne czwarte miejsce w klasie - niestety, trzy kilometry po starcie do ostatniej próby otworzyła nam się maska silnika, która nie tylko rozbiła szybę ale przede wszystkim ograniczyła widoczność do minimum. Z racji tego, że jechać dalej się po prostu nie dało, musieliśmy się zatrzymać by maskę zamknąć. Później ciężko było nam odrobić stracony czas, gdyż do końca oesu jechałem już bez interkomu i prawie w ogóle nie słyszałem co pilot dyktuje.
MAREK KLEMENTOWICZ: - Na drugiej pętli awansowaliśmy na 4 miejsce w generalce ze stratą 0,6 sekundy do podium. Niestety za metą lotną (która planowo miała stać bliżej) podbiło nas na dohamowaniu i spadliśmy ze skarpy, uderzając w głaz. W konsekwencji straciliśmy płytę pod silnikiem oraz… interkom! Dodatkowo silnik opadł na przekładnię kierowniczą, co utrudniało nam jazdę. Stwierdziliśmy że będziemy walczyć do końca, i pojechaliśmy na kolejny oes. Niestety nie mogliśmy ciąć zakrętów, co było dla nas zgubne. Na jednym z zakrętów wylecieliśmy z drogi uderzając w ogrodzenie. Po raz kolejny udało nam się wrócić na drogę, jednak tym razem uszkodzeniu uległa chłodnica i dalsza jazda nie była możliwa. Szkoda, bo patrząc na wyniki, to jadąc tym tempem z pewnością osiągnęlibyśmy lepszy rezultat niż na Rajdzie Krakowskim.
KRZYSZTOF SAWICKI: - Kolejny szalony rajd! Do Wisły przyjechałem "na kołach" i tak też musiałem wrócić do domu - wolę nie myśleć co by było, gdybym w coś palnął! Jak zwykle też mieliśmy mnóstwo przygód. Na pierwszej pętli nie mogłem się wczuć w auto. Mam zdecydowanie za długą skrzynię. Niestety źle też dobraliśmy zawieszenie - za niskie i za sztywne. Momentami na prostej musiałem odpuścić, żeby nie wyskoczyć z drogi. Na OS 5 wyłączył się interkom już na początku odcinka. Piotrek coś tam krzyczał, ale niewiele pomogło. Kilometr przed metą, na lewym zacisku wystrzeliło nas na latarnię. Zdążyłem tylko wybrać stronę uderzenia - lewą, gdzie nie ma chłodnicy! Trochę straciliśmy, żeby się odseparować od słupa. Głupi błąd. Ostatnią pętlę przejechaliśmy na samym akumulatorze, tuż za metą auto padło i dopchaliśmy je do parku ferme w ostatniej minucie.
Jestem pod ogromnym wrażeniem tempa braci Mikołajczyk&Mikołajczyk. Jarek to jest Gość! Bardzo podoba mi się cięcie na sekundy z nimi! Bardzo im jestem wdzięczny za wszelką pomoc na strefie i kanapki od ich Ojca! Może po wynikach tego rajdu, gdzie A0 udowodniło, że można tym ganiać całkiem skutecznie, któryś z dziennikarzy zwróci uwagę na chłopaków z najniższej klasy?
PIOTR MERESIŃSKI: - Jechało się naprawdę fantastycznie - planem było dotarcie do mety i odebranie punktów do mistrzostw Śląska Bartkowi i Michałowi. Udało się i w tym pojedynku jest 1-1. Czwarta pozycja w klasyfikacji gości też bardzo nas cieszy. Najbardziej cieszy nas jednak to, że dwa razy udało się nam wbić w trójkę generalki. Cieszy także fakt, że Renówki, które wypożyczaliśmy, dojechały do mety zajmując tak doskonałe miejsca. Po mecie nasze trzy samochody skierowane zostały na BK2, które przeszły bez najmniejszego problemu. Gratuluję Sławkowi, Zbyszkowi i Przemkowi. To był dla nas wszystkich naprawdę bardzo dobry występ. Wielkie brawa należą się także organizatorom. Nie będę oryginalny w tej wypowiedzi, jednak mam nadzieję, że Wisła wróci do kalendarza Mistrzostw Polski, czego Wam i sobie życzę z całego serca.
ARKADIUSZ DUDEK: - Rajd zaczął się dla nas niezbyt optymistycznie, gdyż na odcinku Lipowiec nasz samochód ewidentnie dostawał zadyszki w porównaniu do samochodów konkurentów. Jednak kolejne, znacznie bardziej techniczne odcinki zaskoczyły nawet nas samych, gdyż czasy były bardzo dobre pomimo kilku błędów. Bardzo dobrze dostrojone przez Bartka Grzybka i GG Car Serwis zawieszenie dało zaskakujące efekty w postaci 3 miejsca w klasie po pierwszej pętli z minimalną stratą 1,1 sekundy do Łukasza Bednarskiego. Po takiej informacji chcieliśmy bronić i tak wspaniałej dla nas 3 pozycji w klasie, jednak nie bylibyśmy sobą, gdybyśmy nie spróbowali ataku. Postanowiliśmy, że na Cisownicy postawimy wszystko na jedną kartę i zobaczymy, co będzie dalej. Po wypadku Szejków oraz wygranej w klasie na OS 6, traciliśmy już tylko 2 sekundy do Łukasza i stwierdziliśmy, że damy radę, zwłaszcza, że w ostatniej pętli nie było już Lipowca. Maksimum atak i wygrany OS 7 oraz 8, jak również drobne kłopoty Łukasza na OS Dębowiec spowodowały, że nasza przewaga po 2 pętli wzrosła do prawie 30 sekund.
Wszystko rozstrzygnęło się na ostatniej pętli, gdzie praktycznie swoim tempem przejechaliśmy tylko Cisownicę, notując 2 czas w klasie i powiększając dystans do Łukasza o kolejne 2 sekundy. Później postanowiliśmy zwalniać w najbardziej niebezpiecznych miejscach, żeby nie kusić losu i nie oddać prowadzenia w klasie, gdyż generalka nie bardzo nas interesowała. Najgorszym momentem był OS 11. Myślami byliśmy już na mecie, a do przejechania pozostało jeszcze 8 kilometrów. Przyznam szczerze, że dla mojej psychiki było to najdłuższe 5 minut w całym życiu, z jednej strony chęć postawienia kropki nad i, a z drugiej dotarcie bez przygód do mety. Wiedzieliśmy, że Łukasz na pewno zepnie się i zaatakuje. Ale udało się utrzymać w miarę spokojne tempo i z przewagą prawie 7 sekund wyprzedzić Łukasza i wygrać klasę A6. Radość na mecie była ogromna, a obecność prawie wszystkich znajomych spowodowała niemałe wzruszenie. Były brawa, szampan i gratulacje, więc coś, czego przed startem nie spodziewaliśmy się zupełnie i co na bardzo długo zapadnie w naszej pamięci. DZIĘKI wam wszystkim, którzy wierzyliście w końcowy sukces i obiecujemy, że nie poddamy się bez walki w kolejnych startach.
Start naszej załogi był możliwy dzięki wsparciu serwisu ogumienia z Dąbrowy Górniczej, firmy GRAMAX, GG Car Serwis oraz grupy przyjaciół z ZOMET Rally Team.
BARTŁOMIEJ GRZYBEK: - Prawie jesteśmy liderami Mistrzostw Śląska, ale jak wiemy, "prawie" robi różnicę - teraz razem z Piotrem Meresińskim siedzimy na stołku lidera. Do klasyfikacji Mistrzostw Śląska zostały jeszcze dwa rajdy, w tym jeden mój domowy - Rajd Zamkowy, wiec tanio skóry na pewno nie sprzedam. Bardzo się cieszę z uzyskanego wyniku na Wiśle, ponieważ wygraliśmy "ośkę", wypracowaliśmy sporą przewagę nad Pucharem Peugeota oraz całą stawką PPZM.
RADOSŁAW TYPA: - Jestem bardzo zadowolony ze startu w Rajdzie Wisły - organizatorzy przygotowali przepiękne, bardzo techniczne odcinki, które w kilku miejscach przysporzyły nam sporo problemów. Na pierwszym Dębowcu o mały włos nie uderzyliśmy w przepust wodny. Na szczęście jakimś fartem obroniliśmy się i mogliśmy kontynuować jazdę. Przyznam szczerze, że bardzo mocno mnie to ostudziło. Na kolejnych odcinkach długo nie mogłem wpaść we właściwy rytm. Na szczęście wszystko jakoś dobrze się ułożyło, a po drodze do mety zdążyliśmy wygrać dwa odcinki specjalne. Teraz musimy zrobić szybki przegląd samochodu, bowiem do kolejnego startu zostało niecałe 5 dni .
JAN CHMIELEWSKI: - Po nieukończonych rajdach Tyskim i Krakowskim jechaliśmy bardzo spokojnym tempem - chcieliśmy za wszelką cenę przerwać prześladującego nas ostatnio pecha. Byliśmy już tak blisko przełamania złej passy… Na ostatnim odcinku specjalnym, na bardzo ciasnym prawym „haku” po łączniku szutrowym urwał się lewy przegub napędowy. Nasza przewaga w punktacji sezonu zmalała do 12 punktów.
PIOTR MACIEJEWSKI: - Przed startem przejechaliśmy tylko 15 km na testach - to troszeczkę za mało, ale z drugiej strony Wisła miała służyć treningowi i pierwszej naszej przymiarce po kilku latach do „ośki”. Na rajdzie mieliśmy trochę przygód, ale podejrzewałem przed startem, że ciężko mi będzie się przestawić i od początku jechać szybko po czarnym. Podczas drugiej pętli, na Dębowcu było troszeczkę za szybko i siedzieliśmy ponad 2 minuty w rowie. Na dodatek pod koniec tego samego odcinka zeszło nam jeszcze powietrze z koła. Trzecia pętla była bardziej pomyślna, ale na jednym z nawrotów troszeczkę mi nie wyszło i żeby nie cofać, zdecydowałem się przejechać przez duże błoto. Oczywiście zachlapało całe auto, łącznie z przednią szybą, a do tego skończył się płyn w spryskiwaczu. Praktycznie przez cały czas do mety odcinka jechaliśmy pod słońce, co z bardzo brudną szybą uniemożliwiało nam szybką jazdę. Ale cieszę się, ponieważ dojechaliśmy do mety a to było dla nas bardzo ważne. Z pewnością była to dobra szkoła przed Rajdem Warszawskim, w którym zaprezentujemy naszego Citroena C2 R2.
ADAM SOBCZAK: - 5 km od startu OS 4, na zakręcie L3 drastycznie spadła przyczepność opon, auto wypadło z trasy i uderzyło w skarpę, na której stało wielu kibiców. Próbowaliśmy kontynuować jazdę, jednak po kilkunastu metrach musieliśmy się zatrzymać. Po zmianie koła i próbie reanimacji chłodnicy sprawdzonym rajdowym sposobem – „3 jajka i szklanka mąki”, próbowaliśmy powrócić na trasę. Niestety, samochód był niesterowny z powodu skrzywienia wahacza i amortyzatora.
Miałem już wiele przygód na trasach rajdowych, jednak jeszcze nigdy tak się nie bałem. Wypadając z trasy auto jechało w grupę ludzi, stojących na wypadkowej zakrętu czyli w miejscu, gdzie nie powinno ich być. Myślałem już tylko o tym, aby nikomu nic się nie stało...
Choć mówi się o tym notorycznie, po raz kolejny zwracamy się do kibiców aby nie stawali w miejscach, gdzie potencjalnie nawet przy małej prędkości samochód może wypaść z drogi.
JAROSŁAW SZEJA: - Rajd zapowiadał się bardzo dobrze, ciekawe odcinki, ładna pogoda i dużo kibiców. Pierwsza pętla była dla nas niezbyt szczęśliwa, nie trafione hamowania, zgasł silnik, dogoniliśmy załogę jadącą na "panie". Druga pętla zapowiadała się o wiele lepiej, równe tempo na 5 oesie i wydawało się, że już będzie dobrze. Niestety na 6 oesie zabrakło doświadczenia i zaliczyliśmy efektowne dachowanie. Wiem, że prędzej czy później każdemu może się to zdarzyć, po prostu im szybciej się jedzie, tym większe ryzyko. To jest taki sport, wyciągnę wnioski na przyszłość, ale na pewno nie mam zamiaru zwalniać.
MARCIN BEŁTOWSKI: - Jestem bardzo zadowolony ze startu, był to bardzo dobry rajd - ciekawy, dobrze zorganizowany, trudny technicznie z wąskimi, krętymi odcinkami specjalnymi o śliskiej, wyboistej, miejscami dziurawej i brudnej nawierzchni. Krótkimi, ale bardzo wymagającymi. Zdecydowanie bardziej do jazdy ośką niż samochodem czteronapędowym. Oesy pochodziły trochę z Barbórki Cieszyńskiej, trochę z dawnej Wisły.
Traktowałem ten start czysto treningowo. Ponieważ Daniel Leśniak z powodów osobistych nie mógł pojechać, udało mi się nakłonić Darka Burkata, jednego z najbardziej doświadczonych pilotów, aby gościnnie tutaj ze mną pojechał. Przekazał mi kilka bardzo cennych wskazówek, z których będę się starał korzystać.
Jechało nam się bardzo dobrze. Nie mieliśmy żadnych kłopotów technicznych z samochodem, żadnych niespodziewanych przygód. Przejechaliśmy czysto, nie notując żadnych kapci czy wypadnięć z trasy, wydaje mi się że w przyzwoitym tempie. Dziękuję całemu zespołowi. Był to ciężki kawałek rajdu, bardzo dobry trening przed Nikonem. Byłoby bardzo dobrze, gdyby Wisła jak najszybciej powróciła wreszcie do kalendarza Mistrzostw Polski.
SŁAWOMIR SAWICKI: - Jestem bardzo szczęśliwy ze zwycięstwa, nigdy nie spodziewałem się, że w trzecim swoim starcie w Pucharze PZM uda mi się osiągnąć tak znakomity wynik. Wiem, że dla wielu moja wygrana, podobnie jak dla mnie samego, była wielkim zaskoczeniem, ale dopisało mi tym razem szczęście. Po pierwsze ominęły mnie grubsze awarie. Samochód spisywał się znakomicie, poza drobną dolegliwością ściągania na lewych zakrętach. Po drugie jechałem czysto, nie notując żadnych kapci czy rowów. Po trzecie wreszcie trochę pomogli mi rywale nie dojeżdżając do mety. Świetne odcinki specjalne, takie jak lubię, techniczne, wąskie, nierówne oraz wspaniała postawa mojego pilota Roberta Hundli, który potrafił poprowadzić mnie bezbłędnie po ich trasie, pomogły mi w odniesieniu zwycięstwa.
MICHAŁ KOCHANOWSKI-LAREN: - Rajd Wisły zakończyliśmy na czwartym oesie "Dębowiec" dachowaniem przez maskę. Pilot trochę oszołomiony - był to jego pierwszy rajd i od razu taka przygoda. Dochodził do siebie, ale już jest wszystko OK! Co do wypadku, było w tym trochę mojej winy, rozkręciłem się za bardzo. Mały błąd w notatkach, za mało przycięte i trochę za szybko. Reszta to już uderzenie w rów, rolka przez maskę, lekki obrót i twarde lądowanie na tylnej klapie, a następnie na koła. Na szczęście niepotrzebna była pomoc medyczna. Szkoda trochę wyniku bo zaczęliśmy dobrze i do wypadku byliśmy na 4 miejscu w klasie A6 i pięliśmy się do góry. No cóż, teraz zobaczymy co powie sponsor. Mam nadzieję, że jeszcze w tym roku uda nam się powrócić na rajdowe trasy.
JAROSŁAW NOWAKOWSKI: - Żyjemy, jesteśmy cali, zdrowi i trochę poobijani. Rajd Wisły zakończyliśmy na drugim oesie 9-krotnym dachowaniem. Kierowca, czyli ja, opuściłem szpital po kilku godzinach, Andrzej został na obserwacji do poniedziałku, ale dzisiaj wychodzi. Dla wszystkich zainteresowanych mamy wiadomość - zamierzamy wygrać Puchar Peugeota w przyszłym roku. Rozmawiałem z Andrzejem i bez chwili zastanowienia zgodził się na walkę.
Co do wypadku to faktycznie było "grubo". Zdecydowałem, że powalczymy na tym oesie o dobre miejsce. Ktoś powiedział, że do miejsca wypadku mieliśmy najlepszy czas. Było może 120-130 km/godz. Ale niestety na dohamowaniu podbiło nas lekko w stronę feralnego zakrętu. Liczyłem, że pod zielenią, która wisiała nad drogą, będzie można lekko przyciąć i przejść ten zakręt. Niestety okazało się, że była skarpa. Wybiło nas w powietrze bez najmniejszej nawet próby hamowania. Pomyślałem "chyba nie skończymy tego rajdu na dobrym miejscu". Pierwszą rolkę strzeliliśmy w powietrzu, potem jedną na ziemi, znowu dwie w powietrzu i pozostałe pięć już na ziemi. Spadliśmy na koła.
Pomoc przybyła bardzo szybko. Chcieliśmy bardzo podziękować wszystkim, którzy udzielali nam pomocy zaraz po wypadku, a w szczególności Kajtkowi i Oli Kajetanowiczom, którzy pozbierali nasze rzeczy i pomogli wyjść z auta. Dzięki! W przyszłym roku nie będzie spektakularnych dzwonów z naszej strony, będą spektakularne zwycięstwa. Teraz budujemy treningówkę, w zimie ostro walczymy i do zobaczenia na trasach. Chcemy wystartować jeszcze w tym roku.
RAFAŁ MALIŃSKI: - Bardzo się cieszę z osiągniętego wyniku. Po niefarcie w Rajdzie Krakowskim nie spodziewałem się tak dobrego rezultatu, a była szansa nawet na pudło… Niestety na dohamowaniu do jednego z nawrotów na przedostatnim odcinku specjalnym rajdu popełniłem błąd - zgasiłem silnik i musiałem cofać. Cała ta sytuacja kosztowała nas ok. 10 sekund i marzenia o pierwszej trójce rajdu prysły. Mimo wszystko jestem bardzo zadowolony. Rajd ukończyliśmy na znakomitej pozycji, udało się także wygrać dziewiąty odcinek specjalny. Chciałbym także bardzo serdecznie podziękować Olkowi Jaroszewiczowi, który jechał zdefektowaną rajdówką i na ostatniej pętli rajdu kilkukrotnie szybko i bezproblemowo ustępował nam miejsca.
Udostępnij lub zapisz ten artykuł
Najciekawsze komentarze
Subskrybuj i uzyskaj dostęp do Motorsport.com za pomocą blokera reklam.
Od Formuły 1 po MotoGP relacjonujemy prosto z padoku, ponieważ kochamy nasz sport, tak jak Ty. Aby móc nadal dostarczać nasze fachowe dziennikarstwo, nasza strona korzysta z reklam. Mimo to chcemy dać Ci możliwość korzystania z witryny wolnej od reklam i nadal używać ad-blockera.