Zasubskrybuj

Zarejestruj się za darmo

  • Szybki dostęp do ulubionych artykułów

  • Zarządzanie powiadomieniami o najświeższych wiadomościach i ulubionych kierowcach

  • Wyraź swoją opinię poprzez komentowanie artykułów

Motorsport prime

Poznaj kontent premium
Zasubskrybuj

Edycja

Polska Polska

Opinie po Kielcach

MATEUSZ LISOWSKI: - Mój pierwszy wyścig na torze Kielce okazał się bardzo wymagającą próbą - było piekielnie ślisko! Podczas treningu w ulewnym deszczu wypadłem z toru na wyjściu z ostatniego zakrętu przed prostą startową.

Uderzyłem w drzewa po zewnętrznej stronie - całkiem niezabezpieczone! Na pociechę pozostaje fakt, że byłem w dobrym towarzystwie, bo w tym samym miejscu „zaparkowało” ośmiu moich rywali.

Muszę z pokorą pochylić czoła przed wspaniałą strukturą mojego Seata Leon Supercopa. Konstrukcja wytrzymała bardzo silne uderzenie przy prędkości około 110 km/godz. Mimo zalążków ognia, dzięki błyskawicznej reakcji strażaków udało się zdławić pożar w zarodku. Potem była noc wytężonej pracy, podczas której połączone siły serwisu Andrzeja Goduli oraz miejscowych blacharzy wspięły się na szczyty poziomu mistrzowskiego i zreanimowały mojego mocno nadwerężonego Seata.

Nie zaliczyłem oficjalnego treningu, więc musiałem startować z ostatniego pola. W biegach Grand Prix Polski zająłem raz trzecie, a raz drugie miejsce, a w sumie udało mi się utrzymać pozycję lidera w łącznej punktacji klasy H-3500. Do klasyfikacji DSMP byłem zgłoszony wspólnie z Jakubem Marcinkiewiczem. Choć nie zostaliśmy w tej konkurencji sklasyfikowani, to jednak w łącznej punktacji sezonu pozostajemy na drugim miejscu w klasie H-3500. Teraz pozostaje nam czekać na kolejną rundę WSMP na czeskim torze Most, w dniach 10-12 sierpnia.

ADAM GŁADYSZ: - W pierwszym wyścigu po starcie utraciłem pozycję na rzecz Roberta Kisiela, ale dość szybko udało mi się odzyskać prowadzenie, którego nie oddałem już do mety i z dużą przewagą wygrałem. W drugim biegu też miałem szansę na wygraną, wyprzedziłem Mateusza, Marcina i prowadziłem w klasie H-3500. Niestety kilka okrążeń później na wyjściu na prostą startową zostałem dotknięty w tylny zderzak przez mojego brata, zrównaliśmy się i przy wjeździe na drogę publiczną doszło do kontaktu. Zostałem uderzony w przednie koło, ale utrzymałem prowadzenie. Pojawiły się jednak duże wibracje w kole, co uniemożliwiało mi szybką jazdę. Średnio traciłem 2 sekundy na okrążeniu i ostatecznie ukończyłem ten bieg na trzecim miejscu w swojej klasie. Nie udało mi się zatem wygrać drugiego biegu, szkoda, bo Lisowski jechał daleko za mną i była szansa na wyprzedzenie go w punktacji. Teraz czeka nas ponad dwumiesięczna przerwa. Przed kolejnymi zawodami w Moście mam już kontakt punktowy z Mateuszem i liczę, że do końca sezonu będę tak jeździł, jak to miało miejsce dzisiaj. Wynik tym bardziej cieszy, jeśli dodam, iż na rundę w Miedzianej Górze przyjechałem mocno osłabiony, gdyż przez 5 ostatnich dni walczyłem z grypa. Korzystając z okazji dziękuję całemu zespołowi za włożoną pracę, żonie i córce, które trzymały za mnie kciuki, a także rodzicom i sponsorom, bez których wynik w Miedzianej Górze nie byłby możliwy.

MARCIN GŁADYSZ: - Jestem bardzo zadowolony z tych zawodów. Po raz pierwszy w tym sezonie udało mi się wygrać. Przed tą rundą bylem bardzo głodny sukcesu. Kluczem było prawidłowe ustawienie samochodu. Nastawy zawieszenia. ciśnienia w oponach sprawdziły się wręcz idealnie. Weekend przebiegał bezproblemowo, bez stresów i mimo mojej gorączki jeździło mi się bardzo dobrze. Leon na deszczu pokazał swoją klasę, auto prowadziło się doskonale, mimo, że tor w Kielcach jest specyficzny i śliski. Szczególnie zacięta walka miała miejsce w wygranym przeze mnie drugim biegu, w którym do ostatniego okrążenia musiałem odpierać ataki Adama i Mateusza. Wszystko odbywało się w ramach fair play, aczkolwiek w jednym momencie po nawrocie na prostą startową Adama wyniosło, ja wcisnąłem się na wewnętrzną część toru i przed wjazdem na odcinek krajowy doszło do kontaktu między naszymi samochodami. Przestawiła mi się zbieżność, ale objęte prowadzenie udało mi się utrzymać do końca trwania wyścigu. Po tych zawodach wyprzedziłem w klasyfikacji Roberta Kisiela. Moja strata w punktacji do Adama i Mateusza jest duża, choć nie wszystko jest stracone. Chciałbym podziękować tacie, sponsorom oraz mechanikom, którzy przyczynili się do tego sukcesu.

KAROLINA CZAPKA: - Zawody w Kielcach były dla mnie bardzo pechowe. Mam nadzieje, że taki weekend jak ten na Miedzianej Górze, już się nie powtórzy. Tyle problemów, ile przydarzyło mi się podczas tej rundy, nie miałam nigdy. W piątek wypadłam swoim Clio na nawrocie na prostą startową, a było to spowodowane problemami ze skrzynią biegów. Na śliskiej nawierzchni przy hamowaniu nie wszedł bieg i pojechałam prosto. To co zrobił Marcin Kiwak, jest rzeczą niesamowitą i nie wiem. jak mu za to podziękować. Nigdy nie spodziewałam się, że zrobi taki gest i sam zaproponuje mi oddanie samochodu. Autem Marcina startowało mi się trochę inaczej. Po pierwsze jego Clio nie ma wspomagania hamowania, co wymusza trochę inną technikę. W deszczu jedzie się na krawędzi poślizgu i to wszystko złożyło się na to, że wypadłam w drugim wyścigu. Co do dalszej części sezonu to nie chcę zapeszać, chcę po prostu jechać swoje i dać z siebie wszystko.

KRZYSZTOF GROBLEWSKI: - Jestem bardzo z siebie zadowolony. Pierwszego dnia zawodów po pierwszej sesji kwalifikacyjnej mieliśmy problemy, ponieważ urwał się sworzeń od wahacza. Awaria była chyba z mojej winy, bo za mocno przyciąłem jeden łuk. Bardzo pomogli mi chłopaki z STT i dzięki nim mogłem założyć tę uszkodzoną część z ich 996-ki. Niestety nie wyjechałem na drugą sesję, kiedy tor był już bardziej suchy i spadłem w czasówce na siódme miejsce.

W pierwszym biegu wystartowaliśmy na mokrym torze. Po starcie przedarłem się na czwartą pozycję i gdyby nie mój błąd na nawrocie na prostą startową, wynik mógł być zdecydowanie lepszy. A tak z pomocą innych dojechałem na szóstym miejscu. W drugim wyścigu prowadząc wiedziałem, że Robert Lukas przebija się z szóstego pola. Nie mogłem się napalać, ale jak Robert zbliżył się do mnie to zacząłem popełniać błędy i tak szczerze mówiąc to dobrze, że mnie wyprzedził. Uzyskana druga pozycja satysfakcjonuje mnie. Nie miałem jakiś ogromnych trudności z tym torem, aczkolwiek wiem, że mogłem jechać szybciej. Ja ten sezon chcę po prostu przejechać na miarę swoich możliwości. W tym wydaniu obiekt w Miedzianej Górze jest bardzo niebezpieczny. Jest potwornie śliski, ale zarazem bardzo ciekawy. Mnie się podobało. Teraz czeka nas przerwa w startach i w tym czasie chcę przeprowadzić parę testów. Poza tym może pojadę na upragniony urlop.

ROBERT KISIEL: - Obiekt w Kielcach lubię do tego stopnia, że nie miałem zbytnio ochoty wysiadać z samochodu, za co otrzymałem między innymi karę stop & go w wyścigu długodystansowym. Kara ze przedłużenie limitu jazdy trochę przeszkodziła nam w zajęciu wysokiej pozycji w klasyfikacji generalnej. Wygraliśmy jednak w swojej klasie, tym samym umacniając pierwszą pozycję naszej załogi w H-3500. Jeśli chodzi o sprint, to biorąc pod uwagę, że jest to półmetek zawodów, liczyłem na dobre miejsce. Jazda na granicy ryzyka i drobny błąd spowodował, że wypadłem poza tor. Szybka naprawa nie była możliwa i nie mogłem wystartować także w drugim biegu. Cóż, tym razem zabrakło szczęścia. Dobra jazda w piątkowej kwalifikacji pokazała, iż w zasadzie wszystko z moim Leonem wraca do normy. Przed nami teraz długa przerwa w wyścigach, którą poświęcimy na analizę dotychczasowych startów i odpoczynek, ostatnie tygodnie były bowiem bardzo intensywne. Kolejna runda odbędzie się na torze w Moście. Sytuacja w klasie H-3500 powoduje, że aby myśleć o wysokim miejscu na koniec sezonu, nie mogę już sobie pozwolić na błąd w wyścigu o GPP.

PIOTR BEDNAREK: - Niestety w Kielcach nie ukończyliśmy wyścigu długodystansowego. Mój partner po godzinie jazdy poślizgnął się na śliskim nawrocie na prostą start-meta i ukończył wyścig poza torem. Szkoda, bo znajdowaliśmy się w okolicach 4-5 miejsce. Chcieliśmy wygrać swoją klasę i generalnie była na to dużo szansa. Wszystko się tak rozwijało, że wystarczyło spokojnie dojechać do mety. Niestety obiekt w Kielcach z roku na rok wygląda coraz gorzej, a startują na nim coraz to szybsze samochody. To wszystko powoduje, że pojawiają się coraz to większe zagrożenia. Teraz przed nami ponad dwumiesięczna przerwa w startach, podczas której przynajmniej trzykrotnie odbędziemy treningi na torze w Poznaniu. Mój kolega z teamu potrzebuje bowiem jak najwięcej możliwości do trenowania, ponieważ jak na razie nasze czasy uzyskiwane na torze dzieli dobrych kilka sekund.

KRZYSZTOF KIJAS JR: - Oj, wiele się działo na tych zawodach - takich zaskakujących zwrotów akcji i przewrotów w klasyfikacji dawno nie widziałem. Tor w Kielcach jeszcze raz pokazał, jaki wpływ ma brak możliwości trenowania na nim, jak ważne są ustawienia, technika jazdy i jaki nieprzewidywalny jest ten sport. Pamiętam, jak w sezonie 2005, przed ważnymi zawodami dla mnie, pojechaliśmy trenować na ten tor, a dokładniej dostępny fragment toru. Przez pół dnia ćwiczyliśmy tylko jeden fragment, nawrót przed prostą startową. Kombinując z ustawieniami i porównując czasy zrozumieliśmy, ile można tam stracić i ile zyskać. Myślę, że po tych zawodach ten odcinek jeszcze wiele razy przyśni się co niektórym. Jestem bardzo zadowolony z trakcji mojej Hondy. Widać, że wysiłek włożony w aerodynamikę skutkuje. Auto doskonale sprawdziło się na trudnej, śliskiej nawierzchni. Treningi i wyścig przebiegały bez żadnych zakłóceń. Wygrana w klasie H-1600 i Grupie Narodowej cieszy.

PIOTR KARNIEWICZ: - Start w DSMP był bardzo dla mnie szczęśliwy, wspólnie z Sebastianem Kołakowskim zajęliśmy pierwsze miejsce w klasie 1150 i doskonałe szóste w klasyfikacji generalnej. Były to pierwsze zawody w tym sezonie, które przebiegły bez jakichkolwiek problemów technicznych - po trzech nieukończonych eliminacjach, taki sukces w trudnych warunkach pogodowych bardzo cieszy. Jestem mile zaskoczony czasami, jakie udawało się uzyskiwać na mokrym. Do zmiany udało się uzyskać ponad 60 sekund przewagi, potem wystarczyło kontrolować poczynania konkurentów. Po tych zawodach mogę stwierdzić, że w sporcie wszystko może się zdarzyć i nigdy nie należy się podawać. Sytuacja w klasie jest bardzo ciekawa i reszta sezonu będzie emocjonująca. W Kielcach udało się odrobić trochę punktów. Klasa była na tyle liczna, że za wygraną zainkasowaliśmy aż 8 punktów. Przy okazji chcę jeszcze raz podziękować mechanikom Jędrkowi, Tomkowi i Wojtkowi za superszybką zmianę kół na deszczówki.

PAWEŁ WYSMYK: - Warunki w wyścigu długodystansowym były zmienne. Rozpoczynałem bieg na suchej nawierzchni toru, ale po kilku okrążeniach musiałem zjechać do boksu, bo miałem pewne problemy ze sprzęgłem w swoim samochodzie. Kiedy wróciłem na tor, padał już deszcz. Mimo trudnych warunków, Formułą X Sport jechało mi się bardzo dobrze. Z okrążenia na okrążenie coraz bardziej wjeżdżałem się w samochód i robiłem równe czasy. Po przesiadce w drugą Formułę jeszcze bardziej się rozpadało i musiałem naprawdę uważać w kilku miejscach na torze. Był to mój pierwszy występ na torze w Miedzianej Górze i muszę przyznać, że jest tu ciekawiej niż w Poznaniu. Jest trochę nierówno, ale sekcje zakrętów, szczególnie w lesie, są bardzo interesujące. Formuła X Sport w Kielcach spisywała się bardzo dobrze. Na mokrym torze trzeba było bardzo delikatnie operować gazem, co i tak nie odbierało przyjemności z jazdy.

SEBASTIAN KOŁAKOWSKI: - Formuła X Sport w IV rundzie DSMP spisała się bez zastrzeżeń. Jest to samochód bardzo posłuszny i każdy popełniony błąd można nim szybko naprawić. W deszczu trzeba jechać trochę zachowawczo, ale na suchym torze pojazd ten daje dużą przyjemność z jazdy. Po treningach wolnych mechanicy francuscy zmienili ustawianie zawieszenia Formuły na bardziej miękkie. Wtedy jazda była zdecydowanie lepsza. Ja generalnie jestem zadowolony z tego startu. Była bardzo fajna zabawa, a wyścig ciekawy.

MARCIN UŁASEWICZ: - Było bardzo ślisko. Dojechaliśmy do mety dwoma samochodami, co nas bardzo cieszy. Uważam, że podczas kolejnych rund będzie jeszcze lepiej. Szkoda trochę, że nie było sucho, bo istniała szansa na zajęcie dużo wyższej pozycji. W tych trudnych warunkach zebraliśmy dużo doświadczenia przed kolejnymi startami. Był to prawdziwy długi dystans i bardzo dobry trening.

ADAM KORNACKI: - Te zawody nie ułożyły się szczęśliwie dla naszego zespołu - warunki były koszmarne dla mocnego tylnonapędowego auta. Tor Kielce jest śliski jak lodowisko nawet wtedy, kiedy jest sucho, a jak popada, robi się naprawdę niebezpiecznie. Od siedmiu miesięcy nie odbywały się tu żadne wyścigi, za to co tydzień przyjeżdża tu mnóstwo aut na giełdę. Tor pokryty jest warstwą kurzu, paliwa, oleju i nigdy nie wiadomo na co trafi opona podczas pokonywania zakrętu. Te zawody, to była trochę taka „rosyjska ruletka” - mnóstwo zawodników prędzej czy później popełniło błąd, który kończył się poważnymi uszkodzeniami samochodu. Podczas wyścigu trzygodzinnego, po 30 minutach, podczas zmiany Maćka Stańco, zaczęło padać. Zmieniliśmy opony na deszczowe. Maciek cały czas mówił przez radio, że jest ślisko, jak na lodowisku, czasy okrążenia były gorsze prawie o minutę w porównaniu z suchą nawierzchnią! Podczas mojej zmiany po około 20 minutach jazdy i dublowaniu jednego ze słabszych samochodów, na chwilę zjechałem z „rozjeżdżonej” części toru i podczas hamowania trafiłem na kałużę. Auto wpadło na barierę energochłonną i nie było mowy o dalszej jeździe. Szkoda, bo nie zdobyliśmy żadnych punktów w klasyfikacji sezonu. Nasi mechanicy mają za to mnóstwo pracy. Mam nadzieję, że remont naszego auta z DSMP potrwa krótko i Łukasz Bajerlein już za trzy tygodnie bez przeszkód wystartuje w prestiżowym cyklu Carrera Cup na Norisringu w Niemczech.

MACIEJ MARCINKIEWICZ: - To był bardzo ciężki, ale satysfakcjonujący weekend. W pierwszych okrążeniach pierwszego sprintu atakowałem drugą pozycję - niestety, jedno z aut rzuciło na tor olej i mocno zabrudziło mi przednią szybę. Miałem bardzo słabą widoczność i spadłem na piątą pozycję. Pod koniec wyścigu szyba się przetarła i przyspieszyłem. Awansowałem na trzecie miejsce. Zabrakło jednego okrążenia żeby przebić się na drugie miejsce.

W drugim sprincie jechałem na drugiej pozycji. Na Skalnikach w walce spięliśmy się z Robertem Lukasem i w tym zamieszaniu straciłem dwie pozycje. Szybko nadrobiłem i byłem trzeci. Zbliżałem się do jadącego przede mną Groblewskiego. Popełniłem jednak błąd i zwiększyłem dystans do rywala. Odrobienie tego w takich warunkach byłoby zbyt ryzykowne, a trzeba zbierać punkty.

Po starcie do długiego dystansu jechałem zaraz za Maćkiem Stańco. Raz nawet miałem szansę zaatakować, ale popełniłem błąd i wykręciłem bąka. Później znowu się zbliżyłem, zaczęło padać i zaczęły się kłopoty. Po zmianie na deszczówki mieliśmy problem z tylnymi oponami, w ogóle nie trzymały. Jechaliśmy około 15 sekund wolniej niż powinniśmy w tych warunkach. Pojawił się problem z nawiewem, całkowicie zaparowała szyba i musiałem jeszcze raz zjechać do depo. Było naprawdę ciężko. Byliśmy na straconej pozycji, ale okazało się, że rywale mieli większego pecha.

TOMASZ GROCHAL: - Zawody na torze Kielce były dla nas bardzo udane. Pierwsze i drugie miejsce w klasie H-2000 przy bardzo trudnych warunkach pogodowych, przeszły najśmielsze oczekiwania, tym bardziej, że do tej pory mieliśmy trochę problemów. Silnik po awarii z Poznania, został złożony dopiero na dzień przed wyjazdem.

Oba wyścigi przebiegły dla mnie bezproblemowo, cały czas kontrolowałem tempo. Trzeba było być bardzo skoncentrowanym, ponieważ deszcz, rozlany olej i cement sprawiły, że nawierzchnia toru była piekielnie śliska i kilku zawodników nie ustrzegło się błędów.

Rywalizacja w H-2000 robi się bardzo ciekawa, od początku sezonu ta klasa jest najliczniejsza w całym Grand Prix Polski. Niestety absencja w Brnie, spowodowana maturą i awaria w Poznaniu pozbawiły mnie cennych punktów.

Chciałbym bardzo podziękować moim sponsorom - firmie LOMO i Hager POLO, a także mechanikom, którzy sprawili, że samochód sprawował się bez zarzutu.

ROBERT LUKAS: - W pierwszym wyścigu o Grand Prix Polski otrzymałem polecenie, żeby przez 6-7 kółek jechać ostrożnie i bezpiecznie, przede wszystkim utrzymać się na torze. Następnie zacząłem przyspieszać - mój najlepszy czas okrążenia był lepszy o 2 sekundy od wyniku następnego kierowcy. Zbliżyłem się do Maćka Stańcy na 3-4 metry i wtedy on popełnił błąd. Potem chciałem już tylko bezpiecznie dojechać do mety. Przed drugim wyścigiem głównym założeniem było zebranie punktów i uniknięcie jakichś błędów. Udało się wygrać, z czego jestem bardzo zadowolony.

W DSMP mieliśmy trochę więcej szczęścia niż rywale. Na wodzie jechało się bardzo trudno. Z tyłu założyliśmy za stare opony, pochodzące z ubiegłego sezonu. Było bardzo ryzykownie, dlatego staraliśmy się jechać ostrożnie i bezpiecznie. Cieszę się, że rozwiązała się sytuacja z czarną flagą. Udowodniliśmy, że regulamin nie zabrania takiego tankowania i w końcu sędziowie przyznali nam rację.

Mechanicy Leszka Kuzaja i nasi są coraz bardziej zgrani, tworzą bardzo dobrą ekipę. Coraz więcej się uczymy i idziemy do przodu. Jutro czekają mnie jednodniowe testy w Lausitz z Janem Seyffarthem, a najbliższy start to runda Carrera Cup na Norisringu.

MACIEJ STAŃCO: - Od lat nie pamiętam tak pechowego weekendu! Ja wypadłem w pierwszym sprincie na własne życzenie - zaczęły się duble i uznałem, że trzeba trochę przyspieszyć, żeby nie doszedł mnie Robert Lukas. Popełniłem durny błąd. Przyjąłem barierę na koło, dlatego uszkodzenia nie są poważne. Obręcz, dwa wahacze - kosmetyka.

Adam Kornacki wypadł w tym samym miejscu podczas wyścigu długodystansowego. Tam jest tak ślisko, że nie można ustać na nogach. Praktycznie nie ma asfaltu, tylko wapień, zagładzany przez 20 lat. Jak mocno leje, to go spłukuje, ale przy mniejszym deszczu tworzy się śliska maź. Adam chciał przejść Cieniasa. Odbił się od bariery, przeleciał przez dach i stanął na kołach. Diagnoza będzie w poniedziałek, ale chyba skończy się na blacharce i naprawie zawieszenia.

Mieliśmy dwa okrążenia przewagi. Tempo było spacerowe. Najlepsze czasy kręcił Alfą Maciej Tomaszewski. Po torze płynęły rzeki. Gdy jedziesz za kimś, wówczas nie wiesz, kiedy w taką rzekę wpadniesz. Dwa razy postawiło mnie na szczycie. Na 5 biegu, przy trzech czwartych gazu osiągamy tam około 180 km/godz. i takie przygody nie są przyjemne.

No cóż, Kielce chcemy jak najszybciej zapomnieć. Teraz zbroimy się na następne zawody.

Poprzedni artykuł Helio i historia
Następny artykuł Wygrane Menu i Farfusa

Najciekawsze komentarze

Zarejestruj się za darmo

  • Szybki dostęp do ulubionych artykułów

  • Zarządzanie powiadomieniami o najświeższych wiadomościach i ulubionych kierowcach

  • Wyraź swoją opinię poprzez komentowanie artykułów

Motorsport prime

Poznaj kontent premium
Zasubskrybuj

Edycja

Polska Polska
Filtry