Zasubskrybuj

Zarejestruj się za darmo

  • Szybki dostęp do ulubionych artykułów

  • Zarządzanie powiadomieniami o najświeższych wiadomościach i ulubionych kierowcach

  • Wyraź swoją opinię poprzez komentowanie artykułów

Motorsport prime

Poznaj kontent premium
Zasubskrybuj

Edycja

Polska Polska

Usłyszane na Torze Poznań

ROBERTAS KUPCIKAS: - Znaleźliśmy dobry set up na poprzednich oponach i podczas treningów wszystko grało.

Niestety, opony na kwalifikacje i wyścigi były znacznie bardziej miękkie, dlatego trudno było mi walczyć o zwycięstwo, ponieważ samochód stał się podsterowny na zakrętach. Podczas głównego wyścigu, przy próbie wyprzedzenia zostałem stuknięty przez Steinhofa. Mam nadzieję, że to było tylko jakieś nieporozumienie. Pomimo wszystkich problemów mój team i ja zrobiliśmy tyle, ile mogliśmy - i jesteśmy zadowoleni z drugiego miejsca.

ADAM GŁADYSZ: - Piękna pogoda, super tor - nowy asfalt w Poznaniu jest po prostu rewelacyjny. Ale mój weekend był pechowy, może poza w miarę udanym sprintem - szóste miejsce oznaczało pierwsze pole startowe w głównym wyścigu. Z samochodów Kupcikasa i Gelżinisa było widać, że Bartek Steinhof wypchnął mnie z toru. Dostał zresztą ostrzeżenie od sędziów biało-czarną flagą. Ten incydent zepsuł mi cały wyścig. Musiałem zjechać na wymianę uszkodzonego koła, potem zaliczyłem regulaminowy pit stop i spadłem daleko w wynikach. A były szanse na miejsce w trójce.

ŁUKASZ KOTARBA: - Pechowe miejsce podczas VWCC w Poznaniu zawdzięczam tylko i wyłącznie firmie Pirelli, która po raz kolejny dostarczyła wadliwe opony typu Slick. Gdyby nie wystrzał opony, miałbym piąte miejsce podczas 40-minutowego wyścigu. Nie była to jedyna wadliwa opona. Zakupiłem identyczne cztery slicki na DSMP i po 6 kółkach opona nie nadawała się do użytku. Wyszły druty i musiałem zjechać na nieoczekiwany postój.

MARCIN PRZYBYSZEWSKI: - Pierwszą kwalifikację pojechałem maksymalnie szybko, aby zapewnić sobie pierwsze miejsce. Drugą sesję miałem pojechać spokojniej, ale jak się okazało, na torze panowały lepsze warunki, przez co poprawiłem jeszcze swój rezultat. Sam wyścig jechało mi bardzo dobrze i spokojnie. Zrobiłem trzy szybkie kółka i potem kontrolowałem już sytuację na torze, odnosząc trzecie z rzędu zwycięstwo.

W wyścigu długodystansowym pojechałem na pierwszej zmianie. Start lekko spóźniłem na skutek wolnej jazdy jadących przede mną Holendrów. Na pierwszym zakręcie po zewnętrznej wyprzedziłem jednak swoich konkurentów w klasie. Przez następne kilka okrążeń na torze zrobiło się trochę zamieszania. Walka było bardzo ostra i zacięta. Po kilku okrążeniach moi najgroźniejsi konkurenci odpadli i miałem okazję pościgać się z trzema holenderskimi Golfami. Dostałem jednak z depo polecenie aby jechać spokojniej. Po 90 minutach zastąpił mnie Tomek. Kilka minut po zmianie na Babie Jadze odpadło tylne lewe koło w naszym Seicento. "Skitom" dojechał na trzech kołach do pit lane, gdzie dokonaliśmy niezbędnej naprawy. Mimo tej sytuacji utrzymaliśmy przewagę nad rywalami i dowieźliśmy wygraną w swojej klasie do mety.

Różne były opinie na temat wspólnego startu klasy N/A-1150 z GPP. Nie przeszkadzała mi ta zmiana, aczkolwiek na początku było trochę tłoku. Mocniejszym samochodom starałem się ustępować. Mam jednak nadzieję, że od następnej eliminacji pojedziemy w dwóch oddzielnych wyścigach.

Na zakończenie chciałbym podziękować za ten start moim sponsorom, firmom Megabajt i Tracer, które w wyraźny sposób przyczyniły się do bardzo dobrej oprawy zespołu.

MICHAŁ STARNAWSKI: – Kwalifikacje pojechałem spokojnie, zważywszy na nowe warunki i samochód, którym po raz pierwszy jechałem po tym obiekcie. Pod koniec drugiej czasówki wiedziałem już z grubsza jak tutaj jechać, choć czas nie był może zachwycający. W pierwszym wyścigu dobrze wystartowałem, wyszedłem na drugą pozycję. Niestety, długa skrzynia biegów, jaką posiadam jeszcze w Alfie, nie pozwoliła dotrzymać kroku na prostych mocnym, H-grupowym samochodom. Do momentu, kiedy wjechałem na brudny odcinek toru i postawiło mnie bokiem, broniłem się przez trzy okrążenia przed Piotrkiem Soją. Opony na piasku tak się jednak obkleiły, że postanowiłem pojechać spokojnie.

W drugim biegu w przeciwieństwie do trzech moich konkurentów z klasy, udało mi wystartować z pól startowych. Przez pierwsze dwa kółka prowadziłem, ponownie jednak zabrudziłem opony i auto źle się prowadziło. Ostatecznie obydwa wyścigi ukończyłem na piątym miejscu.

Korzystając z okazji chciałbym zwrócić uwagę na złą organizację zawodów. W przerwie między sprintami nie byliśmy informowani w żaden sposób o pozostałym do wyjazdy czasie, przez co trzech zawodników wystartowało z depo. Organizatorzy nie potrafili sobie także poradzić z piachem zalegającym na torze. Ogólnie panował chaos.

MACIEJ GARSTECKI: - Zapowiadały się bardzo trudne zawody i przyznam szczerze, że obawiałem się czy zmieścimy się w pierwszej dziesiątce klasyfikacji generalnej DSMP, bowiem wyjątkowo na tę eliminację pojawiło się kilkunastu gości z Holandii w pucharowych Golfach. Po czasówce zajmowaliśmy z Darkiem dziesiątą pozycję, a w klasie byliśmy na drugim miejscu - to nas za bardzo nie zadowalało. Wieczorem po treningach wraz z Darkiem omówiliśmy taktykę. Plan zakładał tylko jedno tankowanie oraz zmianę przednich opon w momencie, kiedy będziemy zmieniać się na fotelu kierowcy.

W sobotę przy prawie 30-stopniowym upale rozpoczęliśmy wyścig. Taktyka okazała się rewelacyjna! Po półmetku sukcesywnie pięliśmy się coraz wyżej w klasyfikacji, co pozwoliło nam osiągnąć metę na czwartej pozycji oraz wygrać klasę 1600. Reasumując: plan wykonany w 100 procentach, ale najważniejsze dla nas było to, że samochód przygotowany przez mechaników z poznańskiego Pol-Caru spisywał się doskonale! Nie było nawet najmniejszego problemu z naszą czerwoną Pandą. Wszystko było zapięte na ostatni guzik, a jednostka napędowa chodziła niczym dobry, markowy szwajcarski zegarek. Z niecierpliwością czekam na następne zawody!

DARIUSZ NOWICKI: – Byłem bardzo niezadowolony z mojej piątkowej czasówki. Na torze był taki tłok, że nie przejechałem czysto ani jednego okrążenia. Za każdym razem albo kogoś wyprzedzałem, albo zjeżdżałem z drogi kolegom w znacznie szybszych samochodach. Nie było szans, żeby pojechać optymalnym torem jazdy. Na szczęście zawody przebiegały bardziej pomyślnie. Panda żwawo mijała rywali, by na koniec osiągnąć wysoką, czwartą pozycję w klasyfikacji generalnej. Po tych zawodach wiem, że drugie miejsce w generalce na torze w Miedzianej Górze nie było przypadkiem. Mogę śmiało powiedzieć, że jestem wręcz zauroczony naszą Pandą. Samochód nie dosyć, że jest bardzo szybki i daje dużą frajdę z jazdy, to na dodatek jest bezawaryjny. Dziękuję mechanikom za trud włożony w przygotowanie dla mnie i dla Macieja tak sympatycznej wyścigówki!

MAURYCY KOCHAŃSKI: - Była to najsilniej obsadzona runda mistrzostw Polski w sezonie 2006 - w Formule Supersport wystartowało aż 18 zawodników, z czego trzech w ponad 500-konnych bolidach klasy CN oraz F3000. Po dwóch treningach czasowych objąłem prowadzenie w swojej klasie E2000. Niestety, nie ukończyłem pierwszego wyścigu ze względu na awarię elektryki. W drugim wyścigu prowadziłem w klasie od startu do mety, wygrywając przy okazji z zawodnikami niemieckimi w znacznie mocniejszych i nowszych bolidach. Przez 7 kółek na ogonie siedział mi Helmut Rokitta w Formule Renault 2000, lecz nie utrzymał równego tempa, dzięki czemu uzyskałem bezpieczną przewagę, którą dowiozłem do mety. Udało mi się zostać autorem najlepszego czasu okrążenia w swojej klasie - 1.36,870. Dzięki wygranej w drugim wyścigu, prowadzę w Mistrzostwach Polski E2000 z dorobkiem 18 punktów. Chciałbym serdecznie podziękować mojemu ojcu Hirkowi za wsparcie od zawsze, a także moim sponsorom, bez których pewnie bym nie jeździł.

DAWID FILIPOWICZ: - W czasie pierwszego wyścigu szło mi nieźle – zajmowałem 15 miejsce, jednak popełniłem błąd źle przepinając biegi - silnik zawył i odmówił posłuszeństwa. Udało się go wymienić i w czasie III rundy pojechałem lepiej. Chciałem być na mecie, dlatego nie wdawałem się w bezpośrednią walkę. Starałem się jechać swoim tempem, ucząc się toru. To mój pierwszy ukończony wyścig w życiu. Jestem zadowolony. Cały czas zbieram doświadczenie i ten wyścig dał mi naprawdę wiele.

MACIEK STEINHOF: - Walka była jeszcze bardziej ostra niż na torze w Kielcach. Podczas pierwszego wyścigu starałem się trzymać wewnętrznej toru. Kiedy zobaczyłem totalne zamieszanie na torze, próbowałem uciec na zewnętrzną zakrętu, ale w tym momencie uderzyło we mnie Picanto jednego z kolegów. Obaj wylądowaliśmy poza torem z totalnie pokiereszowanymi autami. W czasie kolejnego wyścigi zaatakowałem od samego początku i udało mi się wywalczyć trzecie miejsce. To wielki sukces biorąc pod uwagę fakt, że wielu bardziej doświadczonych ode mnie kierowców nie ukończyło wyścigu lub zajęło odległe miejsca. Atmosfera była jednak bardzo nerwowa. Niektórym zawodnikom należały się czarne flagi za spowodowanie zagrożenia na torze. Uważam, że coś trzeba z tym zrobić. W każdej chwili mogło dojść do poważnego wypadku.

BARTEK STEINHOF: - Cieszę się ogromnie, to moje trzecie podium w tym sezonie, zrealizowaliśmy nasz cel w stu procentach. Ale jestem na siebie trochę zły, bo gdyby nie błąd na przedostatnim okrążeniu to byłoby zwycięstwo. Cały wyścig główny jechałem z uszkodzonym zawieszeniem. Awaria była spowodowana kolizją z Adamem Gładyszem, który opuścił na chwilę tor, a kiedy usiłował wrócić, uderzył w mojego Golfa. Dziwię się, że tak doświadczony zawodnik nie umie przyznać się do błędu i twierdzi, że to ja spowodowałem to zdarzenie. Przecież inni kierowcy widzieli jak było naprawdę. Po raz kolejny nasz zespół udowodnił, ile można wygrać odpowiednią taktyką. Moment zmiany opon okazał się kluczowy. Mechanicy znowu pobili rekord, wymieniając koła w 20 sekund. Z wyścigu na wyścig jeździ mi się coraz lepiej. Mam nadzieję, że w Kielcach wreszcie uda się wygrać.

GRZEGORZ GRZYB: - Drugą rundę Kia Picanto Cup mimo wielu problemów mogę zaliczyć do udanych. Niestety, od samego początku miałem problemy. Podczas biegu kwalifikacyjnego doszło do awarii samochodu, ledwo udało mi się dojechać do mety. Oczywiście problemy w kwalifikacjach sprawiły, że musiałem startować aż z dwudziestego miejsca, co bardzo pokrzyżowało plany. Już na samym początku straciłem szanse na walkę o podium. Podczas rozegranych dwóch biegów udało mi się odrobić straty i II rundę zakończyłem na szóstej pozycji w generalce. W sobotę pierwszy bieg przejechałem bez problemów, podczas drugiego zostałem uderzony i wypchnięty z toru przez jednego z zawodników. Mimo tych wszystkich przygód udało się poprawić pozycję w klasyfikacji generalnej. Aktualnie jestem na piątym miejscu i cały czas mam szansę na wygranie cyklu. Niestety, nie wystartuję w IV i V rundzie Picanto Cup, ponieważ w tym czasie będę jechał w Rajdzie Presov, zaliczanym do mistrzostw Słowacji.

KAROLINA CZAPKA: - Jestem zadowolona ze swojego występu w tych zawodach. Bardzo dobrze mi się startowało, chociaż w drugim biegu nie obyło się bez przygód - z powodu zalegającego na torze piasku wypadłam na jednym z zakrętów; pokrzywiłam felgę, przez co przez kolejne okrążenia biła mi kierownica. Nie mniej jednak zwyciężyłam w swojej klasie z przewagą 15 sekund nad kolejnym zawodnikiem, co należy uznać za mój sukces.

Tor w Poznaniu na skutek zmian stał się bardzo fajny. Nowa nawierzchnia bardzo miło mnie zaskoczyła, choć nie sądziłam, że może to wpłynąć na zmianę specyfiki toru. Po przejechaniu kilku okrążeń treningowych wszystko wróciło do normy i mogłam powalczyć o zwycięstwo w swojej klasie. Teraz przede mną trzy tygodnie przerwy, po których ponownie przyjdzie wystartować w Poznaniu. Mam nadzieję, że uda mi się powtórzyć rezultat z zakończonej w ten weekend eliminacji WSMP.

Poprzedni artykuł Śnieg ocalił rekord
Następny artykuł Uratowany przed fanami

Najciekawsze komentarze

Zarejestruj się za darmo

  • Szybki dostęp do ulubionych artykułów

  • Zarządzanie powiadomieniami o najświeższych wiadomościach i ulubionych kierowcach

  • Wyraź swoją opinię poprzez komentowanie artykułów

Motorsport prime

Poznaj kontent premium
Zasubskrybuj

Edycja

Polska Polska
Filtry