Newey związany był z Red Bullem niemal od samego początku zaangażowania się austriackiego producenta energetyków w Formule 1. Ekipa „z bykiem” pojawiła się w 2005 roku, a Newey dołączył dwanaście miesięcy później.
Wydawało się, że Newey i RBR są niemal nierozłączni. Jednak na początku zeszłego roku ekipa z Milton Keynes musiała zmagać się z wewnętrznym kryzysem, który wziął się z oskarżeń o niewłaściwe zachowanie wystosowanych pod adresem Christiana Neweya – szefa zespołu – przez jedną z pracownic. Red Bullowi trudno było zachować choćby pozory jedności.
Na początku maja ogłoszono, że Newey opuści Milton Keynes. Techniczny guru od razu przestał zajmować się zespołem F1, a skoncentrował się na ukończeniu hipersamochodu RB17. Na początku września Brytyjczyk i Aston Martin poinformowali o nawiązaniu współpracy. Wracając do chwil, gdy ważyło się pożegnanie z RBR, Newey stwierdził:
- Gdybyś dwanaście miesięcy temu powiedział mi, że odejdę z Red Bulla i w zasadzie zacznę od nowa gdzie indziej, uznałbym, że jesteś szalony – przyznał Newey w rozmowie z Auto Motor und Sport.
- Jednak z różnych powodów poczułem potem, że nie byłbym w zgodzie sam ze sobą, gdybym w tym Red Bullu pozostał. Pierwszym trudnym pytaniem było więc: czy zostanę w Red Bullu, czy nie? Doszedłem do wniosku, że jeśli chcę być w zgodzie z samym sobą, nie mogę zostać. A gdy podjąłem już tę decyzję, trzeba było się zastanowić, co dalej.
- Wraz z żoną Mandy rozmawialiśmy o różnych rzeczach. Jestem oczywiście w tej dobrej sytuacji, że patrząc na sprawy pod kątem finansowym, nie muszę pracować. Mogłem więc iść na emeryturę i leżeć na plaży, albo zająć się czymś innym, na przykład regatami o Puchar Ameryki lub współpracą z jakimś producentem samochodów drogowych. A jeśli miałbym pozostać w wyścigach, równie dobrze mogłaby to być Formuła 1, oczywiście w przypadku gdyby ktoś mnie chciał.
Pomimo skromnego stwierdzenia ze strony Neweya, jasne było, że będzie on pożądany w wielu zespołach. Mówiło się o Williamsie, McLarenie czy Ferrari. Ostatecznie inżyniera skusił Aston Martin, a raczej jego właściciel – Lawrence Stroll.
- Pasja, zaangażowanie i entuzjazm Lawrence'a są bardzo ujmujące i przekonujące. Prawda jest taka, że gdy cofniemy się o 20 lat, ci których nazywamy teraz szefami zespołów, wtedy byli po prostu właścicielami. Frank Williams, Ron Dennis, Eddie Jordan itd.
- W obecnej, współczesnej erze Lawrence jest wyjątkowy, będąc tak aktywnym właścicielem. Daje to zupełnie inne odczucia, gdy ktoś taki jest zaangażowany. To trochę powrót do starych lat. A nigdy nie zaoferowano mi bycia udziałowcem i partnerem. Jest to więc inne podejście i generalnie nie mogę się już doczekać.
Subskrybuj i uzyskaj dostęp do Motorsport.com za pomocą blokera reklam.
Od Formuły 1 po MotoGP relacjonujemy prosto z padoku, ponieważ kochamy nasz sport, tak jak Ty. Aby móc nadal dostarczać nasze fachowe dziennikarstwo, nasza strona korzysta z reklam. Mimo to chcemy dać Ci możliwość korzystania z witryny wolnej od reklam i nadal używać ad-blockera.
Czytanie i publikowanie komentarzy