Zasubskrybuj

Zarejestruj się za darmo

  • Szybki dostęp do ulubionych artykułów

  • Zarządzanie powiadomieniami o najświeższych wiadomościach i ulubionych kierowcach

  • Wyraź swoją opinię poprzez komentowanie artykułów

Motorsport prime

Poznaj kontent premium
Zasubskrybuj

Edycja

Polska Polska

Powiedzieli po Warszawskim

TOMASZ BARTOŚ: - Jechało nam się świetnie, mimo tego, że jechaliśmy niemal najsłabszym autem w całej stawce.

Na starcie pierwszego oesu było nas trzech (w klasie N-2), jednak moim konkurentom niestety nie udało się dotrzeć do mety. Punkty, które zdobyliśmy razem z Jagą spowodowały, że objąłem prowadzenie w klasyfikacji mistrzostw Polski w klasie N-2. Chciałbym podziękować wszystkim kibicom, którzy pomogli nam wyjechać na drogę, po tym jak wpadliśmy do rowu na OS 1. Tegoroczna edycja Warszawskiego przypominała trochę rajd przeprawowy, szczególnie z perspektywy końcowych załóg, jednak nasz Peugeot 106 dzielnie radził sobie z koleinami i kamieniami na trasie. Za rok na pewno znów tu wystartuję.

MARCIN ABRAMOWSKI: - Z jednej strony zajęcie ósmego miejsca w tym rajdzie nie jest powodem do dumy, ale cieszę się, że zaliczyłem metę. Oczekiwałem lepszej lokaty ale już po starcie do pierwszego oesu wiedziałem, że na wiele nie mogę liczyć. Specyfika rajdu preferowała mocne samochody. Moja szóstka niestety nie należy do najsilniejszych a ponadto jechałem na zwykłym seryjnym paliwie. To właściwie decydowało o czasach jakie odnotowywałem. Duże straty poniosłem na drugim, najdłuższym oesie, na którym zaraz po starcie awarii uległ interkom. Przejechałem go praktycznie nie słysząc pilota. Cieszę się jednak, że na drugiej pętli, jadąc te same odcinki, zdecydowanie poprawiałem czasy przejazdów. Generalnie uważam Rajd Warszawski za udany. Kolejne kilometry oesowe przejechane w gronie najlepszych w Polsce kierowców to doskonała nauka i okazja do zdobywania nowych doświadczeń i umiejętności.

W najbliższym czasie planuję sesję treningową na Dolnym Śląsku, co stanowić będzie jeden z elementów przygotowań do Rajdu Wawelskiego, na który zapraszam wszystkich moich kibiców.

MARCIN PASECKI: - Rajd bardzo trudny i przede wszystkim bardzo szybki - warszawskie szutry są specyficzne, ponieważ są bardzo kopne. Większość trasy przebiegała po piachach, a po przejechaniu mocniejszych samochodów czteronapędowych, trasa była bardzo grząska. Pierwszy odcinek rozpoczął się bardzo stresowo, ponieważ na tych koleinach i dziurach, w naszym samochodzie zaczęły odkręcać się tylne amortyzatory i ciężko było utrzymać się na drodze. Na drugim odcinku mieliśmy również kłopot ze wskaźnikiem paliwa, który wskazywał jego brak. Było to bardzo niepokojące, ale wszystko zakończyło się szczęśliwie.

Był to mój czwarty start w Rajdzie Warszawskim. Pierwsze trzy były pechowe. Zawsze psuł się samochód, albo nie dojeżdżaliśmy do mety. Mimo drobnych problemów, można uznać, że ten rajd przejechaliśmy bezawaryjnie. Wygraliśmy naszą klasę zapewniając sobie przed ostatnią eliminacją RSMP, tytuł mistrza Polski w klasie A7. Nasz wynik zawdzięczamy nie tylko swoim umiejętnościom, ale też wielkiemu zaangażowaniu naszych mechaników i wspaniałemu dopingowi ze strony wiernych kibiców.

Szczególne podziękowania dla naszych sponsorów, firm, bez których nie udałoby się nam wystartować - Carmen, OCB Energy Drink, Abpol - wyłącznemu importerowi marki Contex, Peugeot "Magurka" i Kargul.

PIOTR WYPYCH: - Po zabawie w drwala na Polskim, żniwach na Nikonie i pogłębianiu rowów na Rzeszowskim, w końcu udało się bez przygód dotrzeć do mety. Warunki były bardzo trudne i można było przypuszczać, że parę aut odpadnie. Naszym priorytetem było czwarte miejsce, a udało się dojechać na trzecim więc jesteśmy bardzo zadowoleni. Szkoda tylko, że sezon się skończył.

MARCIN MAJCHER: - Dawno nie jeździłem w tak ciężkich warunkach - zresztą chyba nie tylko ja, bo rajdu nie ukończyło 28 spośród 58 załóg. Olbrzymie koleiny, kamienie i korzenie sprawiały, że można było zapomnieć o jakimkolwiek torze jazdy. Polegał on bardziej na omijaniu przeszkód i próbie utrzymania się w koleinie. Mimo tego, zgubiliśmy płytę osłaniającą bak paliwa, całkowitemu zniszczeniu uległ układ wydechowy, na OS nr 7 ugrzęźliśmy na 13 minut w koleinie, w końcu zmogła nas awaria jednego z czujników oraz awaria alternatora drugiego dnia. To stanowczo za dużo jak na jeden rajd. Mamy nadzieję, że na Rajdzie Wawelskim unikniemy tego typu przygód. Na poszczególnych odcinkach specjalnych notowaliśmy 3-5 czasy w klasie, dokładnie tak jak się spodziewaliśmy. Cieszymy się bardzo, że mogliśmy wystartować w Rajdzie Warszawskim oraz zaprezentować barwy naszych sponsorów – Milwaukee - Elektronarzędzia, Toraed, www.majcher.pl, Bel-Pol, ATS. Rozpoczynamy przygotowania do Rajdu Wawelskiego!

KAJETAN KAJETANOWICZ: - Tegoroczne pucharowe rozgrywki, w których wystąpiliśmy w roli debiutantów, okazały się ciekawe i bardzo emocjonujące. Jestem przekonany, że pokazaliśmy się z dobrej strony, co nie było łatwym zadaniem, gdyż po raz pierwszy ścigaliśmy się na trasach mistrzostw Polski. Mimo, że na ostatniej rundzie pokonała nas awaria techniczna, jestem zdania, że wywalczony tytuł wicemistrzów Polski to naprawdę ogromny sukces. Chcielibyśmy serdecznie podziękować całemu naszemu zespołowi - chłopakom z serwisu, przyjaciołom (w tym Pawłowi), Filipowi, Michałowi, Krzysiowi, Przemkowi, Tomkowi Pędzikiewiczowi, a przede wszystkim firmie NOVOL za doping i wsparcie jakie otrzymaliśmy w tym sezonie. Osobne podziękowania należą się dla naszych rodzin i wiernych kibiców, którzy do samego końca zagrzewali nas do walki. Gdyby nie ci wszyscy ludzie, na rajdach występowalibyśmy zapewne jedynie w roli obserwatorów.

Po Rajdzie Warszawskim pojawiło się wiele głosów, że system pucharowej punktacji jest niesprawiedliwy. To prawda, że w bardzo niewielkim stopniu premiuje on zwycięzców, jednak w żadnym wypadku nie możemy na niego narzekać. Gdy przystępowaliśmy do rywalizacji w Rajdowym Pucharze Peugeota, dobrze wiedzieliśmy gdzie i na jakich zasadach przyjdzie nam się ścigać. Skuteczność była jednym z ważniejszych czynników naszej taktyki. I choć na pewno pozostaje pewien niedosyt, uważam że końcowy wynik, na który ciężko pracował cały nasz zespół, jest dla nas bardzo zadowalający. Wszak przed pierwszym rajdem nawet przez myśl nam nie przeszło, że będziemy w stanie walczyć z tak doświadczonymi zawodnikami. Teraz jestem przekonany, że można jeździć jeszcze szybciej, niż to co pokazaliśmy w tym sezonie, dlatego też dołożymy wszelkich starań, by w przyszłym roku znów pojawić się na rajdowych trasach.

MARIUSZ PELIKAŃSKI: - Zawsze powtarzałem, że szutry to moja ulubiona nawierzchnia, lecz nigdy nie było mi dane, by to udowodnić, a dodatkowo przypieczętować zwycięstwem. Tak było i tym razem - gdy zaczęliśmy jechać właściwym dla siebie tempem i objęliśmy pozycję lidera, powtórzył się czarny scenariusz sprzed roku. Mimo, że byliśmy przekonani, że takie rzeczy nie zdarzają się dwa razy - znów w naszym Peugeocie zdefektowała półośka. Podczas drugiego etapu spinaliśmy się jak mogliśmy, wygrywając niemal oes za oesem. Dwu i pół minutowa strata, przy taktycznej i bezpiecznej jeździe Sebastiana, okazała się dystansem niemożliwym do zniwelowania. Bardzo cieszą nas zdobyte punkty - po Rajdzie Warszawskim awansowaliśmy na czwartą pozycję w tabeli, a nasze szanse by "wjechać" na podium po ostatniej eliminacji RSMP, stały się bardziej realne.

STEFAN KARNABAL: - Na pierwszym odcinku specjalnym złapaliśmy dwa kapcie i byłem tym bardzo zawiedziony - mimo sporej straty nie załamaliśmy jednak rąk i zabraliśmy się za nadrabianie cennych sekund. Z 11 pozycji po pierwszym oesie, awansowaliśmy na trzecie miejsce na koniec pierwszego dnia rajdu. Pojechaliśmy szybko więc nie obyło się bez krótkich wizyt poza drogą. Zgubiliśmy po drodze kilka elementów samochodu, ale z wyniku byliśmy zadowoleni. Mechanicy z kolei nie narzekali na brak pracy.

Niestety, w niedzielę rano okazało się, że Zespół Sędziów Sportowych nałożył na naszą załogę 10 sekund kary. Na cięciu jednego z zakrętów dotknęliśmy opony. Kara spowodowała, że spadliśmy w klasyfikacji generalnej na czwarte miejsce. Nie pozostawało nic innego jak tylko gonić Tomka Kuchara. Rywalizacja drugiego dnia była niezwykle zacięta. Przed decydującym superoesem na warszawskim Bemowie, traciliśmy do Kuchara niespełna sekundę. Emocje sięgnęły zenitu. Szliśmy z Tomkiem łeb w łeb. Niestety nie udało nam się powrócić na trzecią pozycję. I choć mówi się, że czwarte miejsce to najgorsze z możliwych w rywalizacji sportowej, to myślę jednak, że po tak zaciętej walce, jaką stoczyliśmy z Kucharem i po tak dobrym widowisku dla kibiców - grzechem byłoby narzekać.

WOJCIECH KARŁOWSKI: - Każdy rajd w pierwszym roku startów w mistrzostwach Polski to dla mnie nowe doświadczenia - słyszałem, że Rajd Warszawski to bardzo szybki rajd i w sumie dość nierytmiczny. Nie zdawałem sobie jednak sprawy jak diametralnie zmieniają się warunki na odcinkach, na skutek ich zniszczenia. Nie ustrzegłem się również błędów. Już na drugim odcinku uderzyłem w drzewo niszcząc przewód ciśnieniowy wspomagania kierownicy. Jak się później okazało, nawet na najdłuższej strefie serwisowej na koniec pierwszego dnia nie udało się naszym mechanikom naprawić tej awarii. Nie ukrywam, że perspektywa startu do drugiego dnia napawała mnie przerażeniem. Bardzo się bałem, że nie uda mi się utrzymać samochodu na drodze walcząc z koleinami połączonymi z dużą prędkością. Może zabrzmi to niedorzecznie ale najbardziej obawiałem się zniszczonych długich prostych gdzie prędkość dochodziła do 170 km/godz. Zdawałem sobie jednocześnie sprawę, że po pierwszym dniu miałem tylko 18 sekund przewagi nad czwartym zawodnikiem w klasie. Za wszelką cenę nie chciałem stracić możliwości stanięcia na „pudle” i udało się!

Chciałbym na zakończenie napisać kilka słów o samym samochodzie, gdyż spotkałem się w wieloma niepochlebnymi opiniami na temat przygotowywania rajdówek przez firmę Pro Rally. Muszę przyznać, że poza awarią związaną z uderzeniem w drzewo, samochód zachowywał się nienagannie, a zaangażowanie członków serwisu zasługuje na wieli szacunek. Raz jeszcze chciałbym podziękować chłopakom, którzy spędzili całą noc na szukaniu części niezbędnej do startu w niedzielę.

PIOTR MACIEJEWSKI: - Jestem bardzo zadowolony z naszego wyniku - co prawda, 8,5 sekundy straty do Marcina Turskiego pozostawia lekki niedosyt, ale szóste miejsce, rok po naszym ostatnim rajdzie szutrowym, nowym dla nas samochodem, daje duże powody do zadowolenia. Wczoraj podczas pierwszego etapu na jednym z odcinków nas obróciło i tam uciekło kilka cennych sekund. Poza tym zdarzeniem jechaliśmy dosyć czysto, co zaowocowało szóstym miejscem po pierwszym etapie. Plan na niedzielę był prosty. Pomimo, że 63-kilometrowy II etap był dość krótki, to chcieliśmy odrobić 13 sekund straty do „Turasa”, by na mecie Rajdu Warszawskiego przyjechać jako najszybsza załoga z Mazowsza. Niestety, Marcin ostro się bronił, a my z 13 zdołaliśmy tylko odrobić 4,5 sekundy.

PAWEŁ STEFANICKI: - Jesteśmy bardzo szczęśliwi z faktu osiągnięcia mety. Nasza Honda spisywała się bardzo dobrze i drugie miejsce w klasie A7 uważam za spory sukces. Rajd był wyjątkowo trudny z uwagi na piaszczyste trasy, niestety, mające niewiele wspólnego z typową nawierzchnią szutrową. Nieprzejezdne fragmenty odcinków specjalnych skutecznie odbierały nam przewagę uzyskiwaną na odcinkach przejezdnych. W tej sytuacji większa masa naszego samochodu w porównaniu z autami konkurencji była głównym czynnikiem działającym na naszą niekorzyść. W niektórych miejscach auto dosłownie zapadało się w piasku. Na jednym z odcinków zakopaliśmy się tracąc ponad 2 minuty, co ostatecznie pogrzebało nasze szanse na pierwsze miejsce. Bardzo dziękuję sponsorom głównym zespołu, którymi są firmy ELPIGAZ-Gazowe Układy Zasilania, Shell oraz Mostva.

PIOTR ADAMUS: - Po pierwszym etapie zajmowałem trzecie miejsce w klasie Super 1600 - strata do Mariusza Pelikańskiego była niewielka, bo wynosiła zaledwie 4,5 sekundy, postanowiłem więc zaatakować. Wygrałem pierwszy niedzielny oes niwelując dystans do mojego kolegi z zespołu do zaledwie 1,8 s. Później jednak Mariusz najwyraźniej przebudził się. Jechał niezwykle szybko, co spowodowało, że ostatecznie musiałem zadowolić się trzecim miejscem. Jestem bardzo zadowolony z tego wyniku. Przed zawodami moim priorytetem było utrzymanie 3 miejsca w klasie Super 1600 i plan ten wykonaliśmy wspólnie z Magdą w 100 %. Przed nami już tylko Rajd Wawelski. Mam nadzieję, że po jego zakończeniu będziemy II wicemistrzami Polski w Super 1600. Po cichu jednak liczę na jeszcze wyższą lokatę.

MICHAŁ BĘBENEK: - Niestety, pech nie opuszcza nas w tym sezonie. Po Rajdzie Nikon, Rzeszowskim i Kaszub mieliśmy nadzieję, że limit pecha na ten rok już wykorzystaliśmy w 100 % - okazało się jednak, że nadal trwa zła passa. Z dużymi nadziejami i przyjemnością ruszyliśmy do walki na ulubionych szutrach, jednak szybko okazało się, że i ten rajd nie będzie dla nas szczęśliwy i o dobry wynik będzie bardzo ciężko. Po w miarę szybkim pokonaniu pierwszego odcinka, całe nadzieje na dobry rezultat prysły na OS 2. Kapeć i strata blisko 3 minut spowodowała spadek na 16 miejsce w generalce.

Kolejne odcinki przebiegły w miarę spokojnie, awansowaliśmy o kilka pozycji, ale niestety, piąty odcinek specjalny okazał się dla nas ostatnim. Kolejny kapeć, kolejna znaczna strata czasowa i co najgorsze, urwany przewód hamulcowy, który uniemożliwił nam dalszą jazdę, zadecydowały o wycofaniu z 32. Rajdu Warszawskiego.

Chcemy w tym miejscu zdementować nieprawdziwe informacje jakoby wykluczono nas za nielegalny serwis. Zaraz po zakończeniu odcinka mieliśmy jeszcze nadzieję, iż uda nam się własnoręcznie naprawić samochód. Jednak awaria okazała się na tyle duża, że nasza naprawa trwała ponad 15 minut, tak więc w tym momencie przekroczyliśmy dopuszczalny limit spóźnień i już nie uczestniczyliśmy w rajdzie. Postanowiliśmy jednak na tyle naprawić auto, aby bezpiecznie, o własnych siłach dotrzeć do parku serwisowego.

Przed nami ostatnia eliminacja – nasz „domowy” Rajd Wawelski. Sytuacja w tabeli skomplikowała się, jednak nie składamy broni. Nadal jesteśmy liderami mistrzostw i do Krakowa jedziemy bronić tej pozycji i wywalczyć tytuł Mistrzów Polski 2005.

MACIEJ OLEKSOWICZ: - Wypadek, który nam się przytrafił, był podobny do tego na Rzeszowskim z tym, że przy zdecydowanie większej prędkości. Na dzień dzisiejszy nie jestem w stanie określić, gdzie popełniłem błąd. Na pewno było dużo za szybko. Być może jak przeanalizujemy film, który udało nam się zdobyć od jednego z kibiców, będziemy w stanie powiedzieć coś więcej.

Na szczęście jesteśmy cali poza obojczykiem Andrzeja, który pękł na skutek niedopiętych pasów i źle usytuowanej klamry. Chciałbym w tym miejscu uczulić wszystkich zawodników, aby za każdym razem dobrze i mocno dociągali pasy, uważając przy tym na klamrę, która nie powinna być na wysokości obojczyka. Wbrew pozorom nasza rajdówka nie jest mocno uszkodzona i będziemy w stanie ją szybko naprawić. Chciałbym bardzo podziękować Mariuszowi Pelikańskiemu, Sebastianowi Fryczowi, oraz Grześkowi Grzybowi, którzy pomogli nam przy wypadku. Podziękowania kieruję również do naszych mechaników, którzy perfekcyjnie przygotowali nasz samochód na tak trudne warunki. Niestety, ogromne zastrzeżenia mam do organizatorów jak i samych służb medycznych, które kompletnie nie były przygotowane do przeprowadzenia sprawnej pomocy. To jest skandal, aby Andrzej musiał nawigować karetkę do najbliższej drogi asfaltowej. Później okazało się, że nikt z karetki nie wie gdzie jest szpital i zmuszeni byli pytać o niego ludzi na ulicy. Jakby tego było mało, jeszcze na miejscu zdarzenia, lekarze nie chcieli mnie w ogóle zabrać do szpitala, bo powiedziałem im, że mnie nic nie boli. W związku z tym musiałem skłamać, że boli mnie szyja i dopiero wówczas pojęli właściwą decyzję. W samym szpitalu nie było urządzenia do tomografii ani rezonansu, tylko strasznie stary Rentgen. Gdyby w takich okolicznościach ktoś naprawdę potrzebował pomocy, to strach pomyśleć jak mogłoby się to skończyć.

Co do naszych dalszych planów sportowych, to zdecydujemy wkrótce, bowiem cały czas mamy spore szanse na 4 miejsce w generalce.

ZBIGNIEW STANISZEWSKI: - Za nami kolejny bardzo udany rajd - cieszy wynik oraz nasza swobodna rywalizacja z czołowymi załogami naszego kraju. Tym bardziej, że ze względu na trasy była to bardzo specyficzna impreza - w dużej części składała się z bardzo długich prostych zakończonych skrzyżowaniami, na których po zhamowaniu z prędkości ponad 150 km/godz. należało skręcić w prawo lub lewo. Kluczową sprawą było znaleźć odpowiednie punkty hamowania i nam się ta sztuka udała. Każdy większy błąd lub przestrzelenie zakrętu mogło powodować straty nie do odrobienia. Postawiliśmy na czystą jazdę i już po drugim odcinku wyszliśmy na drugą pozycję. Miejsca tego nie oddaliśmy do końca, a nasza przewaga nie była zagrożona. Warto dodać, że po raz pierwszy w krótkiej przygodzie rajdowej wygraliśmy odcinek specjalny w mistrzostwach Polski. W sumie na naszym koncie zapisano dwa takie zwycięstwa.

GRZEGORZ GRZYB: - Od samego początku staraliśmy się jechać równym i szybkim tempem, które pozwoliłoby nam na zajmowanie jak najlepszej pozycji. Jednak już pierwsze oesy pokazały, że czasy przez nas uzyskiwane nie są takie jak spodziewalibyśmy się. Na początku nie wiedzieliśmy, czy jest to wynik mojej jazdy, czy może jakaś usterka techniczna. Na kolejnych strefach serwisowych cały zespól próbował znaleźć przyczynę naszych niezbyt dobrych czasów. Jak się okazało drugiego dnia zawodów, tym problemem prawdopodobnie był niewystarczająco dobrze przygotowany samochód i w konsekwencji awaria silnika na odcinku specjalnym nr 12 wyeliminowała nas z walki. W tej chwili staramy się już o tym niepowodzeniu zapomnieć i jak najlepiej przygotować do kolejnej rundy mistrzostw Słowacji. Tam będziemy chcieli wywalczyć jak najwyższą lokatę.

MARCIN TURSKI: - Plan zrealizowaliśmy na piątkę; mieliśmy być na mecie, na wysokim miejscu i udało się - bardzo mnie to cieszy, bo ponad trzy lata nie jeździłem po szutrach. Miałem już tegoroczny egzemplarz Imprezy z aktywnym centralnym dyferencjałem. Jeszcze nigdy nie jeździłem takim autem, więc pierwsze kilometry to była nauka. Raz nawet źle ustawiłem dyferencjał i nasze Subaru zrobiło się prawie tylnonapędowe. Ale potem już było coraz lepiej. Wykręcaliśmy przyzwoite czasy i w końcówce jechaliśmy na większym luzie. Dziękuję mojemu głównemu sponsorowi, firmie Statoil Polska za możliwość występu przed własną publicznością. Cieszę się, że moje punkty przydały się Subaru Poland Rally Team i teraz zespół prowadzi w klasyfikacji sponsorów i producentów w RSMP. Chciałbym jeszcze w tym roku wystartować w Krakowie, a potem zobaczymy.

SEBASTIAN FRYCZ: - Po przejazdach cięższych samochodów na zakrętach natychmiast robiły się głębokie koleiny. W wielu miejscach droga była rozjechana i sypki piach sięgał po osie - jazda w takich warunkach to loteria, bo piach działa jak naturalny hamulec i jest zabójczy dla mechaniki. Punto to naprawdę mocny samochód, bo przeszedł ten ekstremalny test całkowicie bezawaryjnie. Procar i mechanicy, którzy przygotowywali naszą rajdówkę, spisali się na piątkę.

LESZEK KUZAJ: - Cieszę się ogromnie. Jest bardzo dobrze. Wygraliśmy zgodnie z planem. Zabroniono mi jechać szybko, więc cały drugi etap pokonywaliśmy „powoli”. Skupiliśmy się na kontrolowaniu sytuacji. Czułem brzemię dowiezienia wyniku do mety, staraliśmy się zatem jechać sensownie. Pilot czuwał nad wszystkim i skończyło się dobrze. Nie spodziewałem się takiego przebiegu wydarzeń. Podchodziłem do tego rajdu z dużą rezerwą, po całej masie różnych dziwnych i mało przyjemnych sytuacji, które nam się przydarzały od początku sezonu. Teraz wszystko rozstrzygnie się w Krakowie. Na pewno będziemy walczyć.

MACIEJ LUBIAK: - Na piątym oesie uszkodzeniu uległ centralny dyferencjał, najprawdopodobniej w wyniku uderzenia jakimś kamieniem spod koła - to było bezpośrednią przyczyną naszego wyraźnie gorszego czasu na tej próbie, chociaż wciąż znajdowaliśmy się na trzecim miejscu w klasyfikacji generalnej. Ta usterka spowodowała utratę przedniego napędu, więc jechaliśmy samochodem napędzanym jedynie na tylną oś. Szósty, feralny jak się później okazało OS, był najdłuższym w rajdzie. Pokonywaliśmy go już raz, a drugi przejazd zapowiadał się nieco trudniej, ze względu na powstające koleiny. Wiedziałem, że muszę jechać bardzo rozważnie i taktycznie, chcąc przełamać naszą złą passę w tym sezonie, ale jednocześnie nie chciałem zbyt dużo stracić. Ruszyliśmy na OS i początkowo jechaliśmy dosyć sprawnie. W pewnym miejscu mieliśmy ciasny, dwójkowy zakręt, w który musiałem wjechać z odpowiednią prędkością, żeby zmieścić się w nim, nie cofać i nie utknąć. Okazało się niestety, ze koleiny z jednej strony są bardzo głębokie, wpadliśmy w nie zewnętrznymi kołami i mimo niewielkiej prędkości postawiło nas na boku, a następnie przeturlaliśmy się przez dach, stając znów na kołach. W zasadzie nic się nie stało i moglibyśmy jechać dalej, ale spadł przewód z pompy wody i otoczyły nas kłęby pary, a silnik przestał pracować. Takiej usterki nie mogliśmy naprawić na miejscu i to był dla nas koniec rajdu.

MICHAŁ KOŚCIUSZKO: - Bardzo żałuję, że nie udało mi się wywieźć z Rajdu Warszawskiego cennych punktów w walce o mistrzostwo Polski w Super 1600. Wygraliśmy w sobotę rano dwa odcinki, co dało nam ponad 16 sekund przewagi nad Sebastianem Fryczem, z którym rywalizuję o tytuł najlepszego w naszej kategorii. Na 10 kilometrze 6 odcinka zerwał się pasek klinowy, eliminując nas z rajdu.

Poprzedni artykuł Rozstrzygnie Wawelski
Następny artykuł Bohater rajdowej Estonii

Najciekawsze komentarze

Zarejestruj się za darmo

  • Szybki dostęp do ulubionych artykułów

  • Zarządzanie powiadomieniami o najświeższych wiadomościach i ulubionych kierowcach

  • Wyraź swoją opinię poprzez komentowanie artykułów

Motorsport prime

Poznaj kontent premium
Zasubskrybuj

Edycja

Polska Polska
Filtry