Opinie po Barbórce
FILIP NIVETTE: - Jechało mi się naprawdę wspaniale - na jednym z odcinków specjalnych udało nam się nawet zanotować 6 czas.
Samochód spisał się bez zarzutu i muszę przyznać, że bardzo szybko się zaprzyjaźniliśmy. Nigdy nie miałem okazji jeździć takim autem, a przed startem zaliczyliśmy zaledwie 5 minut jazd testowych. Ten występ tylko upewnił mnie, iż właśnie Lancerem Evo IX chciałbym się ścigać w przyszłorocznym sezonie Mistrzostw Polski.
Chciałbym podkreślić, iż start w tegorocznej Barbórce to sukces całego zespołu Masterlease Rally Team. Szczególne podziękowania należą się Grzegorzowi Czarneckiemu z firmy Masterlease Polska, mojemu tacie Michałowi Nivette, naszym przyjaciołom - Marcinowi Jastrzębskiemu i Kubie Dobruckiemu oraz wszystkim kibicom, których gorący doping wspomagał nas na trasie.
MARCIN PASECKI: - Ten sezon raczej nas nie oszczędzał - na rajdowych trasach mieliśmy trochę przygód i awarii, ale walczyliśmy zaciekle i do końca. Wprawdzie cieszymy się z tytułu wicemistrzów, ale nie ukrywam, że niedosyt pozostał. Dobry wynik po pierwszych czterech oesach Barbórki i w konsekwencji udział w Kryterium Karowa był dla nas pewnym pocieszeniem. W tym roku Karowa zaskoczyła mnie bardzo śliską nawierzchnią. Wszyscy mówili, że jest ślisko, ale nie myślałem, że aż tak. Jednak bez problemu odnaleźliśmy się w tych ekstremalnych warunkach i dopasowaliśmy do nich jazdę. Wynik nas ucieszył, bo w klasie 3, do której nas zaliczono, startowały auta Super 1600, a my traciliśmy do nich ułamki sekund. Teraz skupiamy się na zapięciu budżetu na przyszły sezon i rozważamy zmianę auta. O tym czy to się uda i jaki samochód wybierzemy, zadecyduje oczywiście hojność naszych sponsorów.
MARCIN MAJCHER: - Rajd uważam za udany - wystartowaliśmy Subaru w specyfikacji N-grupowej, a więc z enkową zwężką. Wrażenia były bardzo pozytywne - największe wrażenie zrobiła na mnie kłowa skrzynia biegów. Niestety, na Żeraniu oraz na drugim przejeździe Bemowa obróciliśmy się, co w dużej mierze miało wpływ na fakt, że nie wystartowaliśmy na Karowej. Chyba po prostu zabrakło mi doświadczenia w ustawianiu dyfra, bo nasz samochód w poślizgu zachowywał się jak typowa tylnonapędówka. Na szczęście wynik przejechanej „na czysto” Cytadeli jest budujący. Marzy nam się prawdziwy rajd takim samochodem. Szkoda, że Barbórka była taka krótka, bo rajd miał około 12 km. Koszt wypożyczenia samochodu czy to na 12, czy 25 km jest taki sam, a jak by nie patrzeć, zawodnicy mają dwa razy więcej jechania, a kibice dwa razy więcej frajdy. Cały ten sezon, jak i Babórka to zasługa naszych sponsorów, za co im serdecznie dziękujemy.
KLAUDIA PODKALICKA: - Dwa dni przed rajdem okazało się, że pucharówki wyjątkowo mogą jechać na mniejszych kołach - niestety, nie zdążyliśmy takich zamówić, więc pojechaliśmy na 14-kach. Na dodatek przed startem nie docięliśmy slicków i na Żeraniu opuściliśmy drogę. Całe szczęście, że udało się wrócić na trasę. Strata spowodowana tą przygodą zdecydowanie zepchnęła nas w klasyfikacji, bowiem przegraliśmy tę próbę o ponad 20 sekund. Cytadela za to bardzo mi się podobała - było dosyć kręto i ogólnie ciekawie. Niestety po Bemowie zajmowaliśmy dopiero szóste miejsce w klasie, co nie kwalifikowało nas do startu w Kryterium Karowa. Szkoda, bo jak większość załóg startujących w tym rajdzie, chcieliśmy pojechać ten słynny odcinek. W tym roku się nie udało, ale liczę na to, że za rok, już mnie tam zobaczycie!
PIOTR MACIEJEWSKI: - Dopiero dwa dni przed rajdem otrzymaliśmy asfaltowego Ohlinsa i nie było czasu na testowanie. Na szybko, jeżdżąc koło mojego domu przygotowaliśmy jakąś bazę, która na rajdzie była w pełni zadowalająca. Pierwsze odcinki pojechaliśmy szybko, ale z pewną rezerwą, gdyż tak naprawdę były to nasze pierwsze asfaltowe kilometry tym samochodem. Cytadelę przejechaliśmy bardzo szybko - 1,5 sekundy za Super 1600, co przesunęło nas na pozycję lidera w klasie 2, z w miarę bezpieczną przewagą nad konkurentami. Po Bemowie zajmowaliśmy pierwsze miejsce w klasie, co automatycznie dało nam możliwość startu na Karowej. Tam było potwornie ślisko, ponieważ wiadukt jest remontowany i na kostce było bardzo dużo piachu. Kilku kolegów „poubijało” felgi, pokrzywiło zawieszenia. My jakoś przetrwaliśmy, notując przy tym dobry czas. Wygraliśmy klasę na Karowej, jak i w całym rajdzie. Jestem bardzo zadowolony z naszego debiutu w C2 R2!
ŁUKASZ WITAS: - Pierwsze założenie było takie, żeby dostać się na Karową i to zostało spełnione; drugie - żeby się przejechać i nic głupiego nie zrobić - też chyba się udało; trzecie - zawsze można pojechać szybciej, nie było jednak teraz możliwości, żeby to wykorzystać. Niemniej jestem bardzo zadowolony ze startu i mam nadzieję, że będę miał jeszcze okazję pojeździć takim samochodem. Myślę, że wtedy będę mógł pokazać, na co nas stać. Atmosfera była super. Zawsze z lekką rezerwą podchodziłem do Barbórki Warszawskiej. Wydawało mi się, że to tak naprawdę nie jest rajd. Ale pod względem medialnym, dzięki publiczności jest to super rajd! Poza tym miałem rewelacyjnego pilota i na pewno dużo skorzystałem dzięki wspólnemu startowi z Krzyśkiem Gęborysem.
MICHAŁ SOŁOWOW: - To piękna impreza: walka o sekundy, widowiskowa jazda - kibice to uwielbiają. Każdy chce zwyciężyć, więc poziom adrenaliny jest naprawdę duży. Chcieliśmy wygrać lub przynajmniej powtórzyć wynik z ubiegłego roku, kiedy byliśmy drudzy. Niestety nie udało się. Zadecydowała Cytadela – źle dobraliśmy opony. W tym rajdzie każdy błąd kosztuje bardzo dużo, bo nie ma gdzie odrobić straty. Więc trzeba pojechać idealnie. Z kolei Karową pojechaliśmy trochę zbyt agresywnie. Ale kibice chyba mieli frajdę, a to najważniejsze. Wszystkim dziękujemy za doping w tym sezonie!
TOMASZ KUCHAR: - Jesteśmy wszyscy bardzo szczęśliwi. Po pierwsze wynik sportowy jest bardzo zadowalający - dwa auta w pierwszej dziesiątce, oba na ulicy Karowej, do tego Karol w swoim debiucie w mocnej ośce spisał się wręcz rewelacyjnie wygrywając z obydwoma włoskimi Fiatami. Po drugie zorganizowaliśmy po raz kolejny dużą fetę z wieloma niespodziankami dla naszych sponsorów, współpracowników, przyjaciół, dziękując im za cały sezon '06. Najważniejszą jednak sprawą było to, że udało nam się przeprowadzić pierwszy w Europie nieoficjalny publiczny pokaz konsoli PS3, która oficjalnie wejdzie do sprzedaży dopiero w marcu 2007. Nowy produkt naszego zespołu SHOWTRUCK.pl, w którym prezentowane były konsole PlayStation 3, cieszył się niesamowitym zainteresowaniem. Jeszcze raz dziękuję wszystkim za niezapomniane chwile w tym roku i mam nadzieję, że sezon 2007 będzie jeszcze lepszy.
TOMASZ TREMBICKI: - To było wspaniałe podsumowanie naszego rajdowego sezonu, sezonu pełnego nauki i zbierania doświadczeń. Kiedy zaczynaliśmy na początku roku starty w Pucharze Polskiego Związku Motorowego plan był prosty, zdobycie uprawnień do licencji międzynarodowej. Szybko okazało się, że życie zweryfikowało nasze plany. Punktowane miejsca w poszczególnych eliminacjach Pucharu i ogromny sukces, zwycięstwo w Rajdzie Festiwalowym sprawiły, iż nasze ambicje wzrosły. Każdy następny rajd to walka o zwycięstwo. Pucharowy sezon zakończyliśmy na czwartym miejscu. Pozostał mały niedosyt, każde z medalowych miejsc było w zasięgu naszego zespołu. Udział w Barbórce był ukoronowaniem tegorocznych występów, próbą naszych sił w gronie doświadczonych i utytułowanych rywali, najlepszych kierowców w Polsce. Odcinki specjalne dostarczały dużo wrażeń, krótkie, ale niezwykle techniczne, gdzie najmniejszy błąd wykluczał z walki o dobrą pozycję. Niestety na trzecim odcinku specjalnym, „ Cytadeli” na jednym z zakrętów uderzyliśmy w krawężnik i pojawiły się problemy z napędami. Udało nam się dojechać do serwisu gdzie mechanicy doskonale uporali się z usterką. Wiem teraz jak wiele pracy i treningów czeka mnie przed rozpoczęciem sezonu Mistrzostw Polski. Chciałbym serdecznie podziękować wszystkim za rajdowy sezon 2006, zdobyliśmy mnóstwo doświadczeń i mobilizację do ciężkiej pracy przed nowym sezonem w Mistrzostwach Polski.
PATRYK ŁOSZEWSKI: - Jesteśmy bardzo zadowoleni ze startu. Spotkaliśmy się z bardzo ciepłym dopingiem ze strony kibiców rajdowych oraz nadspodziewanym zainteresowaniem ze strony zawodników z innych dyscyplin. Starałem się pokonać odcinki jak najbardziej widowiskowo, a z reakcji kibiców wydaje mi się, że to się udało. Choć przyznam, że niestety całkowicie nie trafiliśmy z doborem opon. Nigdy nie jeździmy na oponach szosowych, dlatego na jeden rajd postanowiliśmy kupić komplet opon seryjnych, a nie wyczynowych. W dodatku wybór padł na zimówki. Przy temperaturze, jaką mieliśmy w sobotę, opony płynęły i trudno było zapanować nad samochodem. Na Bemowie posłuchałem rad kilku doświadczonych osób i postanowiłem nie skakać na mostku, choć nasz samochód wytrzymałby pewnie skok z samej góry na dół. Obawiałem się jednak, aby auto nie uciekło w bok, gdyż widzieliśmy na przykładzie kilku załóg czym to się kończyło. Kibice stali blisko, a Orca ma swoją masę. Tor na Żeraniu był bardzo ciekawy. Było to jedyne miejsce gdzie zdecydowałem się przepinać reduktor, aby zwiększyć prędkość maksymalną. Trasa na bandach była bardzo śliska i trzeba było bardzo uważać, żeby nie przeholować. Cytadela była bardzo kręta i w całości na asfalcie. Bardzo przeszkadzał tam brak centralnego mechanizmu różnicowego w naszej skrzyni rozdzielczej, za to zrobiliśmy pare slajdów ku uciesze żołnierzy. Dziękujemy też organizatorom z Automobilklubu Polski za dopuszczenie nas na Karową. Jechaliśmy tam gęsiego, więc zdecydowałem się pójść na maksimum widowiska i rozpiąłem przedni napęd. Niestety okazało się, że jest tak ślisko, że auto blokowało koła przy redukcji. Spowodowało to niekontrolowany piruet koło beczki. Dalej zmieniłem taktykę i pojechałem trochę po krawężnikach, żeby pokazać kibicom na czym polega zaleta wyższych opon w terenówce. Jeśli ktoś chce przeżyć emocje z pokładu Orki podczas Barbórki, to zapraszam na swoją stronę www do obejrzenia on-boardów. Dziękuję swojemu zespołowi za udany sezon, kibicom za wsparcie, firmie Fanjazda za sponsoring tego startu, naszemu stałemu sponsorowi firmie Codem oraz partnerom Welte, XXL Race&Rally i Explona. Od dzisiaj zaczęliśmy przygotowania do kolejnego sezonu. Próbujemy pospinać budżet, od którego będzie zależał scenariusz startów, ale niezależnie od tego przebudowujemy samochód.
LESZEK KUZAJ: - Jesteśmy bardzo szczęśliwi, cieszy się cały nasz zespół - wreszcie mogłem postawić kropkę nad „i”, uzyskując najlepszy czas na tej kultowej trasie. Duża trema przed startem, tym bardziej, że tu szło o mój honor. Obiecałem Maćkowi, że na zakończenie jego 11-letniej kariery i trzech sezonów ze mną, wygramy. Ale tym razem Pani Karowa mi sprzyjała, chociaż nie było łatwo. Na mecie dowiedziałem się od dziennikarzy, że wygrałem, ale jeszcze przez dłuższą chwilę nie mogłem w to uwierzyć. Chciałbym życzyć wszystkim zawodnikom przeżycia tak wspaniałych chwil. Zdobyłem wszystko w tym roku co mogłem zdobyć, a Karowa jest uwieńczeniem tego wszystkiego. Cieszę się również z powodu Sebastiana, który pojechał rewelacyjnie i dzięki niemu dwie nasze Subaru Imprezy znalazły się na czele wyników słynnego oesu na Mariensztacie.
Cały rajd okazał się niespodziewanie bardzo trudny. Nie pamiętam tak ciepłej Barbórki. Jednak mimo ładnej pogody było wilgotno i ślisko. Miałem kilka problemów na trasie, podczas drugiego Bemowa omal nie strzeliłem dacha na nawrocie. Walcząc z Paolo i jego Fiatem miałem przedsmak tego, co może mnie czekać w przyszłorocznych mistrzostwach Polski.
MACIEJ OLEKSOWICZ: - To był udany dla nas rajd, choć nie ustrzegliśmy się kilku błędów. Na pewno sukcesem jest nasz eksperyment z samochodem, który został zmodyfikowany przez Q-SERVICE SPORT VTG - w tym miejscu chciałbym szczególnie podziękować Grześkowi Staszewskiemu, którego ogromna wiedza i wsparcie w przygotowaniu tak mocnego silnika pozwoliły nam na osiąganie tak dobrych rezultatów. Na początku trochę się obawiałem, że nie poradzę sobie z tym samochodem, ale jak się okazało, nie było z tym żadnego problemu. Już na pierwszym Bemowie pokazaliśmy, że jesteśmy w stanie pojechać na najwyższym poziomie i dorównać najszybszym kierowcom. Trzecie miejsce na tej próbie, z czasem włoskiego asa Paolo Andreucciego, to nasz mały sukces. Na Żeraniu kilka razy nie wszedł nam bieg, ale mimo to wykręciliśmy kolejny niezły czas i po dwóch odcinkach zajmowaliśmy 5 miejsce w generalce. Gorzej poszła nam Cytadela, na której nie bardzo wiem, gdzie straciliśmy trochę czasu. Być może tajemnica tkwiła w doborze opon, co ewidentnie wyszło na drugim Bemowie, gdzie założyliśmy slicki. To był nasz błąd, bo sporo traciliśmy na szutrowym fragmencie tego odcinka. Ten sam błąd popełnił Leszek Kuzaj i przegrał pojedynek z Andreuccim. Najważniejsze, że zakwalifikowaliśmy się na Karową, na której w tym roku było nieprawdopodobnie ślisko. Trochę się wystraszyłem tych warunków i pojechałem zbyt zachowawczo. W rezultacie zajęliśmy tam 12 miejsce, ale w ogólnej klasyfikacji rajdu wylądowaliśmy na ósmej pozycji, pozostawiając w pokonanym polu wielu doskonałych zawodników. Na koniec chciałbym podziękować wszystkim naszym sponsorom, bez których niemożliwe byłyby nasze tegoroczne starty. Dziękuję firmom: Castrol, Q-Service, Michelin, TRW, Sachs, Hella, Ferodo i Autoklub. Dziękuję również mechanikom za ciężką pracę, jaką włożyli w przygotowanie naszych samochodów. Dziękuję także Leszkowi Kuzajowi i Andrzejowi Górskiemu, których doświadczenie oraz wsparcie jest dla nas zawsze nieocenione. Dziękuję wszystkim tym, którzy nas wspierali i kibicowali naszemu zespołowi w tym sezonie. Mam nadzieję, że w przyszłym sezonie spotkamy się w podobnym składzie.
MACIEJ MARCINKIEWICZ: - Zaskoczyła mnie ogromna ilość szybkich aut. Przed samym rajdem założyliśmy, że będziemy starali się jechać w miarę równo i czysto - dysponowaliśmy normalną N-ką, nie miałem doświadczenia w jeździe tym autem, w ogóle żadnego doświadczenia w jeździe na szutrze i na tak zabrudzonej nawierzchni. Starałem się, ale i tak wypakowałem na Żeraniu. Owal pojechałem zdecydowanie za wolno, a później na pierwszej szykanie opóźniłem hamowanie i pojechałem prosto, długo się wygrzebywałem, potem jeszcze kilka błędów i strata gotowa. Na trzecim oesie - Cytadeli było już OK, trochę asekuracyjnie ale czysto i na mecie byliśmy w dwudziestce. W sumie było całkiem nieźle. Drugie Bemowo podobnie. Na osłodę był wygrany pojedynek w parze.
Impreza fajna, trasy zdecydowanie bardziej dla rajdowców niż wyścigowców. Trzeba mieć rajdowe doświadczenia. Może kiedyś zostanie zorganizowana podobna impreza na typowo asfaltowych trasach, tak żeby mogły się pojawić tam nawet wyścigowe auta.
PAWEŁ DYTKO: - Dwa trzecie miejsca – w Barbórce i w Kryterium Asów na ulicy Karowej to świetny wynik. Autem przygotowanym do ścigania w górach trudno jeździ się w rajdowych warunkach, zwłaszcza taką ciasną trasą jak choćby na Cytadeli czy na Karowej. Dobry wynik cieszy, tak jak doping kibiców, który towarzyszył nam na trasie. Brawa i okrzyki cały czas zagrzewały nas do walki i nie odbiegały – jak zapewniał mój drugi pilot, Piotrek Gacek – od tych, jakie towarzyszą występom naszej reprezentacji siatkarzy, za co chciałbym podziękować w imieniu moich pilotów i swoim. To był bardzo dobry dla nas sezon. Udało się zdobyć tytuł mistrzowski w wyścigach górskich, a i sporadyczne starty w rajdach zakończyły się sukcesem. Mam nadzieję, że sezon 2007 będzie co najmniej tak dobry jak ten, jednak szczegóły dotyczące startów będziemy mogli podać na początku przyszłego roku.
PAOLO ANDREUCCI: - Fiat Punto Super 2000 to samochód, który świetnie sprawdza się w szybkich i długich rajdach. Grande Punto jest wytrzymały, dynamiczny i świetnie się prowadzi, ale Barbórka ma swoją specyfikę. W Warszawie jest sporo kręcenia kierownicą, wiele wyjątkowo ciasnych nawrotów i cięć, na których można natknąć się na różne groźne dla zawieszenia niespodzianki. W takich warunkach nie mogłem w pełni wykorzystać możliwości nowego Fiata. Brakowało mi dłuższych prostych i szerokich łuków, gdzie tym autem można pojechać naprawdę ostro i dynamicznie. Szkoda, że na Karowej mieliśmy pecha. Po wygranej z Leszkiem Kuzajem liczyłem, że powtórzę sukces sprzed kilku lat i po raz drugi wygram Kryterium Asów. Nie udało się i tego naprawdę żałuję. Dziękuję jednak warszawskim kibicom za ich aplauz. Powiem szczerze. Rzadko spotyka się takie tłumy i rywalizuje w tak gorącej atmosferze. Za to naprawdę można pokochać Warszawę!
MARCIN TURSKI: - Wynik przyzwoity, choć nie ukrywam, że ambicje były większe. Decyzja o starcie zapadła tydzień przed Barbórką - w tym momencie nie było już dla nas samochodu w kraju, więc musieliśmy sprowadzić auto od przyjaciół z Czech. Auto mocno odbiegało od poziomu, do którego przyzwyczaił nas zespół Leszka Kuzaja, więc jedyne co pozostało to zrobić jak najmniej błędów i poprawnie przejechać trasę.
Udostępnij lub zapisz ten artykuł
Najciekawsze komentarze
Subskrybuj i uzyskaj dostęp do Motorsport.com za pomocą blokera reklam.
Od Formuły 1 po MotoGP relacjonujemy prosto z padoku, ponieważ kochamy nasz sport, tak jak Ty. Aby móc nadal dostarczać nasze fachowe dziennikarstwo, nasza strona korzysta z reklam. Mimo to chcemy dać Ci możliwość korzystania z witryny wolnej od reklam i nadal używać ad-blockera.