Przełomowy sukces prywatnego zespołu
Porsche zdominowało kolejny weekend Długodystansowych Mistrzostw Świata, zajmując dwa miejsca na podium. Po raz pierwszy wyścig WEC wygrał prywatny zespół Hypercar - #12 Hertz Team Jota.
Dwóch Brytyjczyków za kierownicą Porsche 963, Callum Ilott i Will Stevens pokonali wszystkich rywali, zarówno w Pucharze Świata FIA dla prywatnych zespołów Hypercar, jak i klasyfikacji generalnej. Triumf w 6 Hours of Spa-Francorchamps pozwolił im objąć drugie miejsce w tabeli kierowców.
Dla Porsche, które na ten moment zmierza po tytuł mistrzowski zwycięstwo Joty ma również symboliczne znaczenie. Urs Kuratle, dyrektor projektu Porsche LMDh przyznał, że miniony występ załogi z numerem 12 oraz #99 Protonu Competition pozytywnie podbudował nastrój niemieckiego konstruktora.
- To dowód dla 963 i naszej decyzji o skonstruowaniu hipersamochodów dla klientów - powiedział dla Motorsport.com. - Naprawdę miło było zobaczyć występy naszych klientów tutaj, na Spa. To było znakomite dla Porsche, dla WEC oraz generalnie sportu. Również dla Porsche Penske Motorsport, ponieważ dobre wyniki klientów motywują zespół fabryczny.
Kuratle i Thomas Laudenbach, szef Porsche Motorsport w ubiegłym roku wielokrotnie mówili, z jak dużym obciążeniem wiąże się obsługa zespołów klienckich. Współpraca z prywatnymi ekipami była jednym z fundamentalnych założeń programu. Pierwsze sukcesy przyszły wraz z początkiem tego sezonu, a ostatecznym sprawdzianem będzie nadchodzące Le Mans.
Dodatkowo Porsche jest jedynym producentem równocześnie realizującym program Hypercar w WEC oraz GTP w IMSA. Kuratle ujawnił, że Porsche Penske Motorsport dysponowało w Belgii wolniejszym tempem od Protonu i Joty.
- Ferrari było w sobotę numerem jeden pod względem osiągów - kontynuował. - Później prawdopodobnie Cadillac, następnie nasi klienci, a dopiero później PPM. Potrzebowaliśmy szczęścia, ponieważ nie mieliśmy tempa Ferrari, ale zrobiliśmy to. Proton był niesamowity, ale miał pecha.
Czwarta godzina rozpoczęła się koszmarnie dla Porsche. Z wyścigu odpadli Matt Campbell, Michael Christensen oraz Frederic Makowiecki. Chwilę później stajnia z Maranello objęła prowadzenie. Po karambolu na dwie godziny przed flagą w szachownicę, zespół ściągnął załogi do pit stopu, a Ferrari zostało na torze.
Włosi w prawdzie zajmowali pierwsze, drugie i czwarte miejsce, lecz mieli jeden zaległy zjazd do boksu, po którym wrócili na trzeciej, czwartej i ósmej pozycji. Ferrari oprotestowało po wyścigu wydłużenie czasu i wyniki, lecz sędziowie odrzucili ich sprzeciw.
Udostępnij lub zapisz ten artykuł
Najciekawsze komentarze
Subskrybuj i uzyskaj dostęp do Motorsport.com za pomocą blokera reklam.
Od Formuły 1 po MotoGP relacjonujemy prosto z padoku, ponieważ kochamy nasz sport, tak jak Ty. Aby móc nadal dostarczać nasze fachowe dziennikarstwo, nasza strona korzysta z reklam. Mimo to chcemy dać Ci możliwość korzystania z witryny wolnej od reklam i nadal używać ad-blockera.