Zasubskrybuj

Zarejestruj się za darmo

  • Szybki dostęp do ulubionych artykułów

  • Zarządzanie powiadomieniami o najświeższych wiadomościach i ulubionych kierowcach

  • Wyraź swoją opinię poprzez komentowanie artykułów

Motorsport prime

Poznaj kontent premium
Zasubskrybuj

Edycja

Polska Polska
#221 Overdrive Racing Toyota Hilux Overdrive: Guillaume de Mevius, Xavier Panseri

GUILLAUME DE MEVIUS: - Świetne wprowadzenie. Szczerze mówiąc, jestem zaskoczony. Jechaliśmy mądrze i uniknęliśmy przebicia opony, co było kluczem do sukcesu. Generalnie to niespodzianka, że finiszowałem tak wysoko. Ogólnie jest dobrze, samochód jest świetny, łatwy w prowadzeniu, to mój drugi rajd za jego kierownicą, więc zaczynam nabierać doświadczenia. A z Xavierem współpraca układa się bardzo dobrze, w aucie panuje duży spokój.

SEBASTIEN LOEB: - Slalom między kamieniami z prędkością 30 km/h nie jest naszym pomysłem na zabawę. Wiedzieliśmy, że nie będzie to świetny etap pod względem jazdy, ale musieliśmy go przejechać. Pokonaliśmy go, ale nie bez problemów. Raz mieliśmy przebitą oponę oraz musieliśmy wymienić wahacz. To wszystko kosztowało nas kwadrans, ale jesteśmy na mecie. To było piekło, mieliśmy tylko nadzieję, że unikniemy kolejnych przebić i udało się.

NASSER AL-ATTIYAH: - Dwa razy przebiliśmy opony na pierwszych pięćdziesięciu kilometrach, więc potem nie mogliśmy już atakować i staraliśmy się po prostu dojechać do mety. Mimo to jestem zadowolony, ponieważ było naprawdę ciężko. Na ostatnich 150 kilometrach trzeba już było podążać spokojnie.

Czytaj również:

ERYK GOCZAŁ: - Pierwszy etap Rajdu Dakar 2024 był naprawdę wymagający. Organizator przygotował dla nas niespodziankę – nie było na tej trasie chyba nawet metra bez kamieni. Jechaliśmy po terenach wulkanicznych i te kamienie tak naprawdę wystawały niczym noże, czekając tylko aby uszkodzić nasze opony. No i niestety – kapeć się nam przytrafił. Na domiar złego mieliśmy problemem z tym, aby szybko wymienić koło, bo zepsuł się nam podnośnik. Odcinek był bardzo wymagający, ale jesteśmy na mecie i wygląda na to, że wygrywamy etap i cały nasz zespół zgarnął podium, więc… nie ma na co narzekać.

MICHAŁ GOCZAŁ: - Jesteśmy z Szymonem na mecie pierwszego etapu rajdu. Już na 10 kilometrze złapaliśmy kapcia, chociaż kamienie miały zacząć się dopiero późnej. Cały czas jechało się nam bardzo dobrze. To jest prawdziwy Dakar – od samego początku bardzo trudno i wymagająco. Oczywiście mieliśmy swoje problemy, nie działał nam sentinel, więc nie mogliśmy wyprzedzać. Szymonowi nie działał tablet. Staraliśmy się jechać zachowawczo a mimo wszystko zajęliśmy dziś drugie miejsce. To dobry początek rajdu.

SZYMON GOSPODARCZYK: - Co to był za etap! Na pewno najtrudniejszy, jaki kiedykolwiek jechałem na Dakarze, a to dopiero początek. Zaczęło się już na starcie. Jedna z załóg startujących przed nami miała wypadek i zostaliśmy wstrzymani, odcinek miał ponad 50 minut opóźnienia. Część trasy z dużymi kamieniami zaczynała się po strefie tankowania, która była na 220 kilometrze, ale my złapaliśmy kapcia już po 10 kilometrach. W miarę sprawnie się z nim uporaliśmy, ale potem przestał działać mój tablet. Pojawiło się też kilka innych problemów z elektronicznymi systemami, zgłosiłem to na strefie tankowania, ale nikt nie potrafił nam wtedy pomóc. Staraliśmy się jakoś jechać dalej. Kolejne 200 kilometrów to była wąska, kamienista trasa. Utknęliśmy za jedną z załóg w kurzu i nie mogliśmy jej wyprzedzić. Prawda jest taka, że ten rajd jest tak trudny i wymagający, że jeden kapeć nic nie znaczy. Jesteśmy na mecie i to jest najważniejsze. Przetrwaliśmy i jutro będziemy walczyć dalej.

Czytaj również:

KONRAD DĄBROWSKI: - Bardzo trudny odcinek za nami. Dawno już nie widziałem, żeby zwycięzca odcinka jechał go 5 godzin. Czekało na nas bardzo wiele dróg po trudnych, luźnych kamieniach oraz skomplikowana nawigacja. Niestety nie jechało mi się najlepiej, trudno było mi wejść na najwyższe obroty i skoncentrować się należycie. Mimo to, jestem 17 miejsc wyżej w klasyfikacji generalnej niż kiedykolwiek po pierwszym etapie Rajdu Dakar, więc jestem zadowolony.
Już teraz każdy wie, że organizatorzy nie kłamali i czeka nas najtrudniejszy Dakar w historii. Wszystko może się wydarzyć, dlatego trzymam głowę wysoko i jadę dalej uśmiechnięty.

ROSS BRANCH: - To był naprawdę ciężki dzień. Myślę, że organizatorzy rzucili na nas wszystko, co mieli. Rywalizacja to jednak nie wszystko, więc gdy widzisz jednego z zawodników [Schareina] leżącego na drodze najlepiej jest się zatrzymać, poczekać z nim i upewnić się, że nic mu nie jest. Mam nadzieję, że szybko wyzdrowieje i wróci na motocykl. To naprawdę fajny gość, dobry zawodnik i nigdy nie lubisz widzieć swoich przyjaciół w takim stanie. Dla mnie to żaden problem. Musieliśmy się zatrzymać i pomóc, po to tam jesteśmy. Gdybym to ja leżał na ziemi, jestem pewien, że zatrzymałby się i mi pomógł. Podsumowując, to był dobry dzień, długi i naprawdę wymagający. Jak już mówiłem, rzucili na nas wszystko. Nawet zaczynając z tyłu, nawigacja była trudna, ale podobało mi się. To była dobra zabawa. Pierwsze 400 km, pierwszy porządny etap za pasem i czuję się dobrze przed jutrem.

RICKY BRABEC: - Dzisiaj było ciężko. Wczoraj na odprawie powiedziano nam, że będzie to długi oes i wymagający pod względem fizycznym i mieli rację. Był długi, trudny i kamienisty. Zacząłem dzisiaj trochę z tyłu, ale pomogło to tylko na chwilę. Potem podążałem z przodu wraz z moimi kolegami z ekipy, Skylerem i Nacho i naprawdę mocno cisnęliśmy aż do mety. Wynik jest dobry. Nie mogę się doczekać, żeby zobaczyć, co zdziałają wszyscy pozostali. To był zdecydowanie ciężki dzień. Ani razu się nie przewróciłem, myślę więc, że mechanik będzie zadowolony. Nie widziałem Toshy. Był za nami. To niedobrze, że kolega odpada pierwszego dnia. Dziś głównie chodziło o przetrwanie. Było dużo kamieni i nie forsowaliśmy tempa. To znaczy, w niektórych obszarach jechaliśmy szybko, w innych po prostu płynnie, ale myślę, że wykonaliśmy dobrą robotę. Dotarliśmy do mety i to był cel numer jeden. Cel numer dwa to… Nie mam nawet celu numer dwa. Dotrwajmy do dnia odpoczynku. Nawigacja z pewnością była trudna. Wiele szlaków się rozgałęziało. Niełatwo więc było wybrać ten dobry, ale wykonaliśmy dobrą robotę. Mój zespół był ze mną przez cały czas. Więc w pewnym stopniu mogliśmy sobie nawzajem pomóc i myślę, że to właśnie dzięki temu poszło nam tak dobrze. To była świetna zabawa, fajny dzień, w stu procentach praca zespołowa.

ROMAIN DUMONTIER: - Powiedziano nam, że będą kamienie i dokładnie to dostaliśmy. Byłem ostrożny i spędziłem cały dzień sam, wyprzedzając kilku zawodników tu i tam, ale nawigowałem samodzielnie. Widziałem paru motocyklistów, którzy zaliczyli wywrotki. Kamienista nawierzchnia sprawiła, że było ciężko, trzeba było uważać, by nie dać się ponieść. Na finiszu zwolniłem, bo widziałem kurz wzbijany przez zawodników z przodu i pomyślałem, że zwalniają, by jutro nie startować z przodu. Spokojnie dojechałem do mety, a i tak byłem wysoko. Nieźle.

Czytaj również:
Poprzedni artykuł Dobre tempo Hołowczyca
Następny artykuł Dakar: Etap 2 - Pojawiają się wydmy

Najciekawsze komentarze

Zarejestruj się za darmo

  • Szybki dostęp do ulubionych artykułów

  • Zarządzanie powiadomieniami o najświeższych wiadomościach i ulubionych kierowcach

  • Wyraź swoją opinię poprzez komentowanie artykułów

Motorsport prime

Poznaj kontent premium
Zasubskrybuj

Edycja

Polska Polska
Filtry