Russell mógł postawić na swoim
George Russell żałował, że po poleceniu od zespołu zdecydował się na pit stop w trakcie Grand Prix Sao Paulo zamiast mocniej zaufać swojej intuicji.
George Russell, Mercedes F1 W15, makes a pit stop
Autor zdjęcia: Zak Mauger / Motorsport Images
Russell popisał się dobrą reakcją na starcie oraz skutecznym atakiem na zdobywcę pole position Lando Norrisa. Kierowca Mercedesa prowadził przez spory fragment wyścigu zanim w ulewnym deszczu wyprzedził go rywal z McLarena.
Zanim doszło do zamiany pozycji obaj kierowcy nie mieli jak zaliczyć pit stopu podczas obecności wirtualnego samochodu bezpieczeństwa. Niedługo później zdecydowali się na wizytę u mechaników, ale czerwona flaga wywołana kraksą Franco Colapinto uprzywilejowała tych, którzy zdecydowali się przeciągnąć stint: Maxa Verstappena, Estebana Ocona oraz Pierre'a Gasly'ego, którzy finalnie zajęli całe podium.
Czwarty na mecie Russell żałował po wyścigu, że nie postawił na swoim. Chciał bowiem wydłużyć przejazd na pierwszym komplecie opon przejściowych. Wbrew poleceniom zespołu postąpił w Belgii, co pozwoliło mu pokonać rywali, choć później stracił zwycięstwo wskutek dyskwalifikacji.
- Biorąc pod uwagę całokształt, to bardzo bolesne i nie chciałbym zbyt wiele więcej mówić – stwierdził Russell.
- Padło „box”, ja powiedziałem „zostaję”. Ponownie było „box” i ponownie odparłem „zostaję”. Znowu powiedzieli „box”, jak powtórzyłem „zostaję”. Potem było ostatni raz... Czasem trzeba po prostu zrobić po swojemu.
- Chwilami trzeba zaufać swojej intuicji. Ostatnio kiedy sobie zaufałem, wyszedłem na tym całkiem nieźle. Kto wie, być może zwycięstwo było dziś możliwe. Gdybym nie zjechał, prowadzilibyśmy po restarcie. Przez 30 okrążeń kontrolowaliśmy tempo.
- Mieliśmy za sobą Lando, a prędkość maksymalna była bardzo dobra. Myślę, że P2 było dziś minimum.
George Russell, Mercedes F1 W15
Autor zdjęcia: Sam Bloxham / Motorsport Images
Odnosząc się jeszcze do decyzji i oglądu sytuacji, Russell dodał: - Z perspektywy zespołu nic nie jest takie oczywiste.
- Ja w kokpicie byłem przekonany, że zaraz będzie samochód bezpieczeństwa lub czerwona flaga. Warunki nie nadawały się do jazdy. Deszcz nie odpuszczał i widziałem nad sobą wielką, czarną chmurę. Potem odezwał się Shov [Andres Shovlin] i niejako unieważnił decyzję mojego inżyniera, mówiąc „box”.
- Pracujemy jako zespół i staramy się podejmować jak najlepsze decyzji. Goście, którzy nie zjechali, zajęli miejsca 1-2-3. My byliśmy najwyżej z tych, którzy zjechali. Mam więc trochę satysfakcji.
Udostępnij lub zapisz ten artykuł
Najciekawsze komentarze
Subskrybuj i uzyskaj dostęp do Motorsport.com za pomocą blokera reklam.
Od Formuły 1 po MotoGP relacjonujemy prosto z padoku, ponieważ kochamy nasz sport, tak jak Ty. Aby móc nadal dostarczać nasze fachowe dziennikarstwo, nasza strona korzysta z reklam. Mimo to chcemy dać Ci możliwość korzystania z witryny wolnej od reklam i nadal używać ad-blockera.