Szef Red Bulla wspiera Hornera
Oliver Mintzlaff, dyrektor zarządzający koncernu Red Bull, stwierdził publicznie, że Christian Horner jest właściwą osobą na stanowisku szefa zespołu Formuły 1.
Atmosfera w Red Bull Racing zagęściła się na początku lutego. Wtedy wyszły na jaw zarzuty o niewłaściwe zachowanie, jakie pod adresem Hornera wystosowała jedna z pracownic.
Koncern wszczął dochodzenie, które nie wykazało winy Hornera. Sprawa przerodziła się jednak w coś, co nazwano walką o władzę w Red Bullu. Zaangażował się Jos Verstappen, ojciec Maxa, nawołując Hornera do rezygnacji. Przez chwilę zamieszany był także Helmut Marko, podejrzewany o wynoszenie do mediów szczegółów ze śledztwa.
Uważano, że spór był obecny także na szczeblu właścicielskim. Większościowi udziałowcy z Tajlandii mieli popierać Hornera, a jego dymisji oczekiwała strona austriacka. Do tej pory brakowało z jej strony jakichkolwiek oznak wsparcia szefa RBR.
To jednak nieoczekiwanie zmieniło się w ostatnich dniach. Mintzlaff udzielił wywiadu Bild am Sonntag, w którym opowiedział się za Hornerem.
- Jestem o tym przekonany - powiedział Mintzlaff, pytany czy Horner jest osobą, która może zapewnić RBR kolejne sukcesy. - Cały czas myśli o sukcesach zespołu i jest bardzo dobrym dyrektorem generalnym.
Niektórzy uważają, że Red Bullowi niełatwo będzie utrzymać obecną supremację, ponieważ w najbliższych miesiącach z Milton Keynes pożegna się Adrian Newey, niezaprzeczalny współtwórca sukcesów. Wiadomość ta oczywiście nie ucieszyła Mintzlaffa, ale uważa on, że dział techniczny RBR jest w stanie poradzić sobie bez technicznego guru.
- Adrian przez te lata dokonał tutaj wielkich rzeczy i odegrał dużą rolę w zdobyciu przez nas trzynastu tytułów. Szkoda, że nas opuszcza, ale rozmawialiśmy o tym szczerze i w atmosferze szacunku. Pozostawia po sobie nie tylko dziedzictwo, ale i strukturę techniczną, którą pomógł budować.
- Oczywiście będzie go nam brakowało, także jako osoby. Jednak jutro nadal będziemy wiedzieć, jak budować samochody Formuły 1.
RBR będzie sobie musiał radzić bez Neweya u progu kolejnej rewolucji technicznej, zapowiedzianej na 2026 rok i obejmującej zarówno sam samochód, jak i jednostki napędowe. Mintzlaff nie bagatelizuje wyzwania, ale nie widzi powodów, dla których ekipa z Milton Keynes miałaby sobie nie poradzić.
- W 2026 roku chcemy być tu, gdzie teraz - na szczycie Formuły 1. Oczywiście, nie ma żadnych gwarancji. Jednak udowodniliśmy, że umiemy sobie poradzić ze zmianą przepisów, a pozostali przez trzy lata nie odrobili straty.
- Max też to zauważy. Z optymizmem patrzę w przyszłość. Nie przygotowujemy się do sezonu 2026 od wczoraj. Skonstruowanie swojego silnika nie jest łatwe, ale mamy przekonanie, że zaliczymy ten krok. To kolejny etap rozwoju Red Bulla.
Christian Horner, Team Principal, Red Bull Racing, on the pit wall
Autor zdjęcia: Mark Sutton / Motorsport Images
Udostępnij lub zapisz ten artykuł
Najciekawsze komentarze
Subskrybuj i uzyskaj dostęp do Motorsport.com za pomocą blokera reklam.
Od Formuły 1 po MotoGP relacjonujemy prosto z padoku, ponieważ kochamy nasz sport, tak jak Ty. Aby móc nadal dostarczać nasze fachowe dziennikarstwo, nasza strona korzysta z reklam. Mimo to chcemy dać Ci możliwość korzystania z witryny wolnej od reklam i nadal używać ad-blockera.