Zespół z Maranello musi bardziej szczegółowo zbadać bliżej nieokreśloną usterkę samochodu Leclerca, która doprowadziła do utraty podium w Grand Prix Węgier.
Po niespodziewanym zdobyciu pole position, Monakijczyk prowadził na początku składającego się z 70 okrążeń wyścigu na torze Hungaroring i dopóki jego samochód nie stracił drastycznie osiągów, wydawało się, że przynajmniej stanie na podium.
Leclerc jeszcze na 40. okrążeniu był przed Oscarem Piastrim i George'em Russellem. Jednak po drugim postoju kierowca Ferrari stracił tempo i wypadł z trójki za McLareny i Mercedesa, tracąc 42 sekundy do Piastriego na przestrzeni 29 okrążeń.
Russell, który szybko dogonił, a następnie wyprzedził Leclerca, zdobywając ostatnie miejsce na podium, powiedział, że Mercedes podejrzewa, iż przyczyną przegranej Leclerca były dobrze udokumentowane problemy Ferrari z wysokością zawieszenia.
Zespołowy kolega Leclerca, Lewis Hamilton, został zdyskwalifikowany w Chinach za nadmierne zużycie deski podłogi i Ferrari od tego czasu, aby zapobiec dalszym tego typu problemom, musiało podnieść samochód i zwiększyć ciśnienie w oponach.
- Jedyne, co przychodzi nam do głowy, to to, że samochód jechał zbyt nisko i musieli zwiększyć ciśnienie w oponach na ostatnim etapie wyścigu - powiedział Russell w wywiadzie dla Sky.
Ferrari jednak upiera się, że to, co przydarzyło się Leclercowi, było zaskoczeniem również dla nich. Kierowca początkowo myślał, że mechanicy zmienili ustawienia przedniego skrzydła podczas ostatniego pit stopu, co mogło mieć negatywny wpływ na balans jego bolidu, ale później, po otrzymaniu informacji o problemie, zmienił swoje zdanie.
Szef zespołu, Fred Vasseur, powiedział w niedzielę wieczorem, że jest za wcześnie, aby jednoznacznie stwierdzić, na czym dokładnie polega problem, ale zasugerował, że skala utraty tempa przez Leclerca znacznie wykraczała poza standardowe problemy ze zużyciem opon w drugiej połowie Grand Prix.
Charles Leclerc, Ferrari
Autor zdjęcia: Jayce Illman / Getty Images
- Kiedy traciliśmy tempo w poprzednich wyścigach, to strata wynosiła dwie lub trzy dziesiąte sekundy. Teraz straciliśmy dwie sekundy – powiedział.
- Ostatni etap był katastrofą. Samochód był bardzo trudny w prowadzeniu i niestabilny i szczerze mówiąc, nie wiemy do tej pory, co się właściwie stało.
- Musimy sprawdzić, czy problem nie leży po stronie podwozia. W pewnym momencie myślałem, że nie ukończymy wyścigu. Mieliśmy szczęście, że zdobyliśmy punkty za czwarte miejsce.
- To zaskakujące, bo gdybyśmy wiedzieli coś wcześniej, to rozwiązalibyśmy problem.
Leclerc uparcie uważa, że ostatnia sytuacja to odosobniony incydent. - To był jednorazowy przypadek – stwierdził. - Musimy się temu przyjrzeć, żeby nigdy więcej się to nie powtórzyło, bo samochód nie nadawał się do jazdy.
- Ale nie sądzę, żeby to się powtórzyło gdziekolwiek indziej - dodał.
Subskrybuj i uzyskaj dostęp do Motorsport.com za pomocą blokera reklam.
Od Formuły 1 po MotoGP relacjonujemy prosto z padoku, ponieważ kochamy nasz sport, tak jak Ty. Aby móc nadal dostarczać nasze fachowe dziennikarstwo, nasza strona korzysta z reklam. Mimo to chcemy dać Ci możliwość korzystania z witryny wolnej od reklam i nadal używać ad-blockera.
Czytanie i publikowanie komentarzy