Zasubskrybuj

Zarejestruj się za darmo

  • Szybki dostęp do ulubionych artykułów

  • Zarządzanie powiadomieniami o najświeższych wiadomościach i ulubionych kierowcach

  • Wyraź swoją opinię poprzez komentowanie artykułów

Motorsport prime

Poznaj kontent premium
Zasubskrybuj

Edycja

Polska Polska

Verstappen z rezerwą o gali

Max Verstappen bez entuzjazmu wypowiada się o udziale w gali FIA Prize Giving, która w tym roku odbędzie się w Rwandzie.

Max Verstappen, Red Bull Racing with Mohammed bin Sulayem, FIA president

Max Verstappen, Red Bull Racing with Mohammed bin Sulayem, FIA president

Autor zdjęcia: Andreas Beil

Coroczne rozdanie nagród w tym roku zawita na kontynent afrykański. Federacja na miejsce gali wybrała Kigali, stolicę Rwandy.

Mimo że do końca sezonu Formuły 1 jeszcze daleko, trudno sobie wyobrazić, aby Verstappen wypadł z czołowej trójki, która obowiązkowo musi stawić się na gali. Ponadto Holender jako uznany kierowca i tak powinien się na rozdaniu nagród pojawić. Jednak sam zainteresowany z rezerwą podchodzi do wyprawy na Czarny Ląd.

Powodem do niepokoju jest epidemia gorączki Marburg, która wybuchła w Rwandzie i jak do tej pory przyniosła blisko 20 ofiar.

- Musimy poczekać i zobaczyć czy będzie tam bezpiecznie – cytuje Verstappena dziennik De Telegraaf. - Jeśli nie będzie działo się nic złego, nie ma problemu.

Czytaj również:

Mistrz świata zwrócił jednak uwagę również na inne kwestie związane z podróżą do Afryki.

- Organizatorzy płacą za to, żeby móc gościć tę galę. Nie mam nic przeciwko temu, że to się tam odbywa, ale przyjechać trzeba na własny koszt. Dla mnie to nie jest problem, ale kierowcy z kartingu czy innych serii mogą nie mieć pieniędzy, aby wszystko opłacić samemu.

- W porządku, mogą to organizować nawet w Timbuktu, chociaż fajnie by było, żeby się temu przyjrzeli i na przykład zwracali koszty. Kierowcy są zapraszani, ale i zobligowani do obecności. Czemu więc mają za siebie płacić? Coś tu jest chyba nie tak.

Czytaj również:

Verstappen ostatnimi czasy nie żyje z FIA w najlepszej komitywie. Wszystko za sprawą pomysłu Mohammeda Ben Sulayema, który zapragnął wyeliminować przekleństwa z motorsportu. Kierowca Red Bulla „zarobił” już karę prac społecznych, a w dialogu z federacją wciąż panuje impas.

- Nie powiedziałem nic więcej niż „witaj” - przyznał Verstappen, pytany o relacje z Ben Sulayemem podczas ostatniego weekendu w Stanach Zjednoczonych. - Nie miałem za bardzo nic więcej do powiedzenia.

Czytaj również:
Poprzedni artykuł Tsunoda doczeka się szansy?
Następny artykuł Tajemnice Ferrari

Najciekawsze komentarze

Zarejestruj się za darmo

  • Szybki dostęp do ulubionych artykułów

  • Zarządzanie powiadomieniami o najświeższych wiadomościach i ulubionych kierowcach

  • Wyraź swoją opinię poprzez komentowanie artykułów

Motorsport prime

Poznaj kontent premium
Zasubskrybuj

Edycja

Polska Polska
Filtry