Zasubskrybuj

Zarejestruj się za darmo

  • Szybki dostęp do ulubionych artykułów

  • Zarządzanie powiadomieniami o najświeższych wiadomościach i ulubionych kierowcach

  • Wyraź swoją opinię poprzez komentowanie artykułów

Motorsport prime

Poznaj kontent premium
Zasubskrybuj

Edycja

Polska Polska

Wypowiedzi po Lausitz

PAWEŁ CHUDZIŃSKI: - Bardzo długo czekałem na ten start, gdyż szutry to moja ulubiona nawierzchnia.

Problem wynikał jednak z braku jazdy po nich od dawna. Nawet tuż przed rajdem nic kompletnie nie pojeździłem po nich. Jednak nastawienie miałem bojowe. Już na drugim zakręcie pierwszego odcinka zwiedzaliśmy pole i niemal ścięliśmy choinkę, mimo, że do świąt jeszcze daleko. Nasze zawieszenie absolutnie odbiegało od tego, jakie powinniśmy mieć, gdyż było diametralnie za twarde i za niskie. Jazda na takim zestawie to kubeł zimnej wody, bo liczyłem, że jednak będę mógł szybciej podróżować. Nie mniej jednak jechaliśmy, a to najważniejsze. Na każdym zakręcie z koleinami, my zamiast iść właśnie po nich, jechaliśmy po ich koronie lecz ona nic nie przytrzyma, przeciwnie. Bardzo dużo traciliśmy na nich oraz na dziurach i tzw tarkach, których było wiele. Zamiast jechać wyjeżdżonym torem, my jechaliśmy obok bo tam było równiej, lecz bez przyczepności. Jedynie na równych szybkich fragmentach mogliśmy nieco przyspieszyć, jednak nie wystarczyło to kompletnie. Na wielu hopach lataliśmy jak zwykle. Jakoś nie potrafię przed nimi hamować, chyba to jest nie w mojej naturze. Po wielu skokach przedni mcperson po prostu się rozleciał. Dosłownie się złamał. Tylne zawieszenie też odmówiło posłuszeństwa. Zgubiliśmy tylny zderzak i prawy próg - chyba na skokach. Cudem ukończyliśmy rajd, co było nam piekielnie potrzebne po nieudanym Karkonoskim. Podniosło to nasze morale. Chciałbym w tym miejscu podziękować wszystkim Przyjaciołom, którzy przyczynili się do naszego startu i budowania zarówno auta, jak i zespołu. Jesteśmy na dobrej drodze i wiem, że jeszcze będziemy mieli okazję pokazać pazur. Dodatkowo podziękowania dla naszych Sponsorów: Ideal House, The Brazen Head, The Foggy Dew, Volmax, BiGsystem, Ecu-Tech i innych. Jeszcze wszystko przed nami!

Kurdyś/Kasina

SŁAWOMIR KURDYŚ: - Dopiero dwa tygodnie przed rajdem, głównie dzięki naszym sponsorom, podjęliśmy decyzję aby wystartować. Jak się okazało, decyzja była słuszna. Pomimo, że był to praktycznie mój pierwszy rajd szutrowy, to dzięki uzyskanemu wynikowi udało się wywalczyć pierwsze miejsce w naszej klasie i 5 w generalce klasyfikacji rocznej Pucharu Łużyc. Dzięki wytężonej pracy Ingram Garaż, a szczególnie Wieśka, udało się doprowadzić do porządku auto, które przecież dopiero co wróciło z Rajdu Dolnośląskiego i to jeszcze z uszkodzoną skrzynią biegów. Jeżeli chodzi o sam rajd, były to naprawdę fajne zawody. Bardzo kompaktowa trasa i niezła organizacja, a dla mnie mnóstwo świetnej zabawy i nauki jazdy po luźnych nawierzchniach, w których po prostu się zakochałem:). Wygląda na to, że sezon 2010 dla nas dobiegł końca i w tym miejscu chciałbym podziękować wszystkim, którzy w jakikolwiek sposób pomogli nam w tym roku - głównie sponsorom, całemu Ingram Garaż i serwisantom, no i oczywiście Michałowi, który dzielnie wytrzymywał ze mną w samochodzie, a także Wilowi za opiekę medialną, no i mojej Żonie za wsparcie i wyrozumiałość . Na pewno nie sposób wszystkich wymienić, dlatego jeszcze raz wielkie dzięki dla każdego, kto dorzucił swoją cegiełkę do naszych startów, a były one możliwe dzięki: AIR-TECH-BUD, EKF - Europejskie Konsorcjum Finansowe, BGI ZREMB, GETIN LEASING, AQUER, BAR SZAŁAPUT, AUTO-MARCO, FABRYKA WNĘTRZ Agnieszka Chmielewska. Patronat medialny: Radio ESKA, portale: klasaN3.pl, Bochnianin.pl, InterMAKS.pl.

MICHAŁ KASINA: - Ostatnia runda Pucharu Łużyc była dla nas nadzwyczaj szczęśliwa. Mimo, iż po szutrach praktycznie w ogóle nie jeździliśmy, udało się narzucić całkiem przyzwoite tempo i w efekcie uzyskiwać dobre czasy. Świetna zabawa na luźnej nawierzchni udzieliła się Sławkowi do tego stopnia, że rajdówka ku uciesze kibiców częściej podróżowała slajdami, przypominając w prowadzeniu nie ośkę, a samochód czteronapędowy. Założeniem na ten rajd było dojechanie do mety bez szkód w sprzęcie oraz utrzymanie drugiego miejsca w klasie. Pech konkurencji sprawił, że wygraliśmy tę eliminację kończąc jednocześnie cały cykl na najwyższym stopniu podium. Nawet nie przypuszczaliśmy, że udało się też wskoczyć na piąte miejsce w klasyfikacji generalnej i przez chwilę nie wiedzieliśmy, za co dostaliśmy kolejny puchar. Wróciliśmy więc do domu z dwoma cennymi trofeami. Był to nasz ostatni start w sezonie 2010, dlatego tym bardziej cieszymy się z osiągniętego wyniku. Ze swojej strony chciałbym podziękować serdecznie sponsorom za możliwość startów, całemu serwisowi za ogrom pracy włożonej podczas rajdów, kibicom za gorący doping na wielu eliminacjach oraz Sławkowi za możliwość startów w świetnej atmosferze.

Virnik/Lachtera | Fot. Michał Mrozek

VIRNIK: - Na początku składam wielkie gratulacje Kacprowi i Alicji - ich tempo było rewelacyjne i na większości oesów byli zupełnie poza naszym zasięgiem. Przez cały rajd mieliśmy jakieś przygody. Zaczęło się od odcinka testowego, na którym uderzyliśmy w korzeń ukryty w koleinie i uszkodziliśmy lewy wahacz. Nasza liczna ekipa mechaników szybko uporała się z wymianą i auto było gotowe do startu. Pierwszy piątkowy oes przejechaliśmy dosyć asekuracyjnie, ale za to bez żadnych przygód. Okazało się to dobrą taktyką i zaowocowało niezłym wynikiem. Podczas kolejnego przejazdu tego samego oesu postanowiliśmy wykorzystać nasze ogromne doświadczenie w jeździe po szutrze w deszczu i na dodatek po ciemku. Na jednym z zakrętów, tam gdzie poprzednio był szuter, tym razem była śliska maź, na której delikatnie opuściliśmy drogę. Poza ponownym uszkodzeniem lewego wahacza rajdówka była sprawna, niestety w tym miejscu było za mało kibiców, aby pomóc nam wrócić na drogę. Po raz kolejny wszyscy mechanicy jak jeden mąż zabrali się do wymiany wahacza i dzięki SupeRally mogliśmy wrócić na oesy w sobotę.
Jako że nie mieliśmy już więcej lewych wahaczy, spuściliśmy nieco z tonu i mieliśmy mocne postanowienie dotrzeć do mety. Niestety okazało się, że to nie koniec pecha. Na ostatnim odcinku troszkę za twardo wylądowaliśmy, w następstwie czego połamało się mocowanie chłodnicy uniemożliwiając nam dalszą jazdę. W tym miejscu dziękuję bardzo grupie jeleniogórskich kibiców, przy których się zatrzymaliśmy, za poczęstunek i słowa otuchy!! Mam nadzieję, że jeszcze razem pogrilujemy, ale tym razem już na mecie rajdu a nie na oesie.
Z jednej strony zapamiętam ten rajd jako ciągłą walkę z autem oraz wielką gorycz po odpadnięciu na ostatnim oesie, ale z drugiej strony miałem wielką frajdę w jeździe po luźniej nawierzchni po raz pierwszy od 6 lat i postaram się wrócić tu w przyszłym roku.

ŁUKASZ LACHTERA: - Już na samym początku dopadł nas wielki pech - ołówek, który miał mieć twardość 2B okazał się HB, po długim namyśle zapadła jednak decyzja, że wystartujemy pomimo to. Jak już powiedział wcześniej Sławek, podczas rajdu postanowiliśmy u naszego serwisanta wytrenować do perfekcji umiejętność wymiany lewego wahacza, najpierw na odcinku testowym a później podczas delikatnej wycieczki w plener. Ostatnie, co powiedziałem na tym oesie to: "P4- -> L4 do lasu" - Sławek potraktował to dosłownie, no i tak właśnie zakończyliśmy pierwszy dzień rajdu. Drugi dzień rajdu stał pod znakiem bezpiecznego dowiezienia auta w jednym kawałku do mety i ciągłego patrzenia w lusterka czy nie ma za nami Kacpra z Alicją. Korzystając z okazji składam gratulacje Kacprowi i Łukaszowi oraz ich uroczym pilotkom za świetną jazdę i super wyniki.
Ogólnie rajd był dla nas trudny, chociażby z uwagi na bardzo krótki czas na przygotowanie auta oraz możliwość jedynie dwukrotnego zapoznania się z trasą, na szybszych partiach jednak brakowało nam tego trzeciego przejazdu zapoznawczego.
Bardzo dziękuję za pomoc i cenne porady weteranom Rajdu Lausitz, Kacprowi i Alicji oraz Łukaszowi i Jagnie!
Nasz start w Rajdzie Lausitz był możliwy dzięki wsparciu: TMP WIATRAK ze Świdnicy - bezpośredni dystrybutor olejów Repsol, BMW Stando Service oraz naszych przyjaciół. Fot. Michał Mrozek.

Poprzedni artykuł Shoot-Out w Katalonii
Następny artykuł Radość Tagirowa - i Tempestiniego

Najciekawsze komentarze

Zarejestruj się za darmo

  • Szybki dostęp do ulubionych artykułów

  • Zarządzanie powiadomieniami o najświeższych wiadomościach i ulubionych kierowcach

  • Wyraź swoją opinię poprzez komentowanie artykułów

Motorsport prime

Poznaj kontent premium
Zasubskrybuj

Edycja

Polska Polska
Filtry