W Ferrari nie wierzyli w sukces
Przedstawiciele Ferrari przyznali, że nie wierzyli, iż powtórka sukcesu z 2023 roku i ponowne zwycięstwo w 24 godzinach Le Mans będzie możliwe.
#50 Ferrari AF Corse Ferrari 499P: Antonio Fuoco, Miguel Molina, Nicklas Nielsen
Autor zdjęcia: Alexander Trienitz
Tegoroczne „Le Mans” zaoferowało pełnię emocji. Zapowiadała je doborowa stawka w królewskiej klasie Hypercar, a w trakcie wyścigu na czele widnieli różni producenci. Ostatecznie z triumfu – drugi rok z rzędu – cieszyło się Ferrari, tym razem z załogą numer 50 w składzie: Nicklas Nielsen, Antonio Fuoco oraz Miguel Molina. Tercet ten najlepiej spisał się w zmiennych warunkach, jakie towarzyszyły rywalizacji na Circuit de la Sarthe.
Nie obyło się bez dramatycznych momentów, jak nieplanowany pit stop, gdy w 499P nie domykały się drzwi czy dojazd do mety z krytycznie niskim poziomem naładowania baterii. Ferrari zdołało się jednak utrzymać przed nacierającą Toyotą.
Druga załoga fabrycznej ekipy zajęła najniższy stopień podium. A jeszcze przed startem w sukces nie wierzyło kierownictwo zespołu, wskazując na nie najlepsze tempo prezentowane podczas dnia testowego, treningów oraz kwalifikacji.
- Po przyjeździe tutaj nie pokazaliśmy się jak faworyci – stwierdzi Antonello Coletta, odpowiedzialny w Ferrari za programy samochodów sportowych. - Pamiętam, że po niedzielnym teście, FP1, FP2 i FP3 uważałem, że bez jakichś szczególnych okoliczności pogodowych czy innych nieprzewidzianych zdarzeń, zwycięstwo będzie niemożliwe.
- Po starcie byliśmy konkurencyjni, ale jak sami dobrze wiecie, w ciągu doby w Le Mans wiele się zmienia. To, że jesteś konkurencyjny na starcie, nie oznacza, iż tak samo będzie w końcówce. W ciągu tych 24 godzin wiele samochodów było na czele. Dla nas wszystko było dodatkowo skomplikowane. Ruszaliśmy obciążeni karą dla #50 oraz #83.
- A później już nawet nie pamiętam ile kar dostaliśmy, ale dużo. Mieliśmy też problem z drzwiami. Wygraliśmy jednak drugi rok z rzędu i bardzo się cieszymy.
Pomimo startu z dalekich pozycji, bliska zwycięstwa była Toyota. Ferdinando Cannizzo, dyrektor techniczny Ferrari, przyznał, że japońscy rywale świetnie spisywali się na mokrym torze. Z kolei 499P odpowiadała na suchej nawierzchni.
- Przed wyścigiem nie byłem optymistą – stwierdził Cannizzo. - Wiedzieliśmy, że czegoś nam brakuje, zwłaszcza do Toyoty. Podkreślałem również, że znamy swoje mocny strony, więc trzeba było je zmaksymalizować i spróbować zminimalizować słabości. Zdawaliśmy sobie sprawę, co jest naszą bolączką i pracowaliśmy nad tym przez cały tydzień.
- W środkowej fazie wyścigu były dwa okresy po mokrym i wtedy Toyota była najszybszym samochodem. Mieli sporo docisku. Wykonali świetną pracę. A nasz pakiet na suchą nawierzchnię był lepszy od tego posiadanego przez Toyotę. Przede wszystkim na pośredniej mieszance, której użyliśmy na starcie.
- Zaryzykowaliśmy też w końcówce. Zdawaliśmy sobie sprawę, że tak trzeba, jeśli się chce stworzyć przewagę. Wzięliśmy pośrednie opony, mimo że pogoda tego nie sugerowała.
Trzecie Ferrari 499P, zgłoszone jako satelicki zespół AF Corse, z Robertem Kubicą, Robertem Szwarcmanem oraz Yifei'em Ye w składzie, nie ukończyło wyścigu po problemach z elektryką.
#50 Ferrari AF Corse Ferrari 499P: Antonio Fuoco, Miguel Molina, Nicklas Nielsen
Autor zdjęcia: Alexander Trienitz
Udostępnij lub zapisz ten artykuł
Najciekawsze komentarze
Subskrybuj i uzyskaj dostęp do Motorsport.com za pomocą blokera reklam.
Od Formuły 1 po MotoGP relacjonujemy prosto z padoku, ponieważ kochamy nasz sport, tak jak Ty. Aby móc nadal dostarczać nasze fachowe dziennikarstwo, nasza strona korzysta z reklam. Mimo to chcemy dać Ci możliwość korzystania z witryny wolnej od reklam i nadal używać ad-blockera.