Wielka premiera
W Nowym Jorku odbyła się światowa premiera nowego filmu „F1".
Głównym bohaterem długo wyczekiwanego filmu jest grany przez Brada Pitta Sonny Hayes, wracający na tor były kierowca Formuły 1, reprezentujący fikcyjny zespół APXGP.
Z kolei w gronie współproducentów znalazł się Lewis Hamilton, który m.in. trzymał pieczę nad zachowaniem jak największego realizmu obrazu.
Opinie na temat filmu, który ma pokazać prawdziwy świat Formuły 1 są podzielone, ale po światowej premierze, na której pojawiły się najważniejsze postacie największej wyścigowej serii na świecie, można wyciągnąć już pewne wnioski.
Włodarze królowej motorsportu wciąż chcą zdobyć jak największą część amerykańskiej publiczność i po „Drive to Survive”, najnowszy film, za którym stroi ogromny budżet – oficjalnie mówi się o kwotach rzędu 300 milinów dolarów - będzie kolejnym sposobem, żeby tego dokonać.
Twórcy filmu zakupili sześć samochodów F2 do nakręcenia scen na torze i wykorzystali technologię z filmu „Top Gun: Maverick”, hicie z 2022 roku z Tomem Cruisem w roli głównej.
Sony przygotowało specjalne kamery, które zostały zmniejszone do jednej czwartej rozmiaru używanego w Top Gun, co pozwoliło zamontować je bez problemu w kokpicie samochodu. W rezultacie sceny wyścigowe zapierają dech w piersiach.
Aby zachować jak najwyższy poziom realizmu, o pomoc zwrócono się do Lewisa Hamiltona. Siedmiokrotny mistrz świata swoim czujnym okiem wychwytywał błędy, które można było poprawić w procesie postprodukcji. Hamilton czuwał nad takimi szczegółami jak to, czy samochody pokonują zakręty na właściwym biegu.
Autentyczności filmu dodają postacie, które na co dzień są nieodłącznym elementem świata Formuły 1. W filmie role mówione dostali Fred Vasseur i Zak Brown. Nie zabrakło też Toto Wolffa, czy dyrektora generalnego F1, Stefano Domenicaliego.
F1 movie world premier
Autor zdjęcia: © 2025 WARNER BROS. ENT. ALL RIGHTS RESERVED.
Z kolei widzowie, którym nieobcy jest paradokumentalny serial „Drive to Survive” rozpoznają w najnowszym filmie również psa Hamiltona i Guenthera Steinera, który już nie są stałym bywalcem padoku.
Nie wolno jednak zapominać, że „F1” nie jest filmem dokumentalnym, dlatego widzów mogą drażnić sceny pokazujące dość nienaturalne sytuacje, takie jak celowe spychanie rywali z toru, widowiskowe rozbijanie samochodów i opóźnianie wyjazdu z pit stopu, aby utrudnić jazdę innym kierowcom.
Nie mniej warto go obejrzeć, choćby po to, by wyrobić sobie własną opinię i przekonać się, czy próba przeniesienia Formuły 1 do Hollywood zakończyła się sukcesem.
Polska premiera "F1" jest zaplanowana na 27 czerwca.
Oglądaj: Film F1 - Oficjalny teaser
Subskrybuj i uzyskaj dostęp do Motorsport.com za pomocą blokera reklam.
Od Formuły 1 po MotoGP relacjonujemy prosto z padoku, ponieważ kochamy nasz sport, tak jak Ty. Aby móc nadal dostarczać nasze fachowe dziennikarstwo, nasza strona korzysta z reklam. Mimo to chcemy dać Ci możliwość korzystania z witryny wolnej od reklam i nadal używać ad-blockera.
Najciekawsze komentarze