Raikkonen ściga się dla siebie

Najstarszy i najbardziej doświadczony kierowca w obecnej stawce Formuły 1 - Kimi Raikkonen stwierdził, że pozostaje w najważniejszej wyścigowej serii świata dla własnej satysfakcji i nie interesuje go, co na ten temat myślą inni.

Raikkonen ściga się dla siebie

Raikkonen, mistrz świata z 2007 roku, opuścił szeregi Ferrari po zakończeniu sezonu 2018, ustępując miejsca Charlesowi Leclercowi. Fin zaskoczył wielu obserwatorów i dołączył do Alfy Romeo. Kontrakt podpisano na dwa lata. W nadchodzącym sezonie 40-latek pobije rekord Rubensa Barrichello w największej liczbie startów w grand prix.

Na początku dekady wydawało się, że popularny „Iceman” nie ma szans na pobicie osiągnięcia brazylijskiego kierowcy. Raikkonen po sezonie 2009 rozstał się z Formułą 1 i skierował swoje kroki w stronę rajdów i serii NASCAR. Do stawki wrócił w sezonie 2012 i najpierw związał się z Lotusem.

- Lubię wyścigi, choć akurat w F1 jest wiele więcej niż tylko rywalizacja - powiedział Raikkonen w rozmowie z hiszpańskim El Pais. - Gdybym ich nie lubił, nie byłoby mnie tutaj. Jednak zrobiłbym wszystko, by nie iść z tym do prasy. Moją intencją nigdy nie było pojawiać się w wiadomościach.

Fin znany był do niedawna z mocno rozrywkowego stylu życia. Wydaje się jednak, że w ostatnich miesiącach znalazł odpowiednią równowagę pomiędzy życiem zawodowym, a prywatnym.

- Oczywiście cieszy mnie to, że są osoby, które mnie lubią. Są jednak też tacy, którzy mają przeciwny stosunek. Ja po prostu staram się robić rzeczy, które dają mi frajdę. Jeśli czerpiesz przyjemność ze swoich działań, tylko to się liczy.

- Gdy jesteś na co dzień szczęśliwy, pomoże ci to również w pracy, podczas prowadzenia samochodu czy w życiu prywatnym. Jeśli ludziom się to podoba to świetnie, a jeśli nie to... też dobrze. Każdy jest, jaki jest. Nigdy nie robię nic, aby zadowolić kogoś innego. Myślę przede wszystkim o sobie - zakończył Kimi Raikkonen.

akcje
komentarze
Silniki w F1 muszą być tańsze

Poprzedni artykuł

Silniki w F1 muszą być tańsze

Następny artykuł

Racing Point broni swego

Racing Point broni swego
Załaduj komentarze