Weekend w Stanach zjednoczonych dla Ferrari wydawał się do spisania na straty po piątkowym treningu i kwalifikacjach do sprintu. Włoski zespół nie mógł odnaleźć się na torze i z wielkim trudem zdołał przedostać się do SQ3, gdzie zarówno Lewis Hamilton, jak i Charles Leclerc nie mieli już nic do powiedzenia.
Podczas sobotniego sprintu uśmiechnęło się jednak do nich szczęście, bo startujący przed nimi zawodnicy McLarena oraz Nico Hulkenberg i Fernando Alonso doprowadzili do poważnej kolizji w pierwszym zakręcie, pozwalająca obu zawodnikom włoskiej marki przebić się do czołowej piątki.
Następnie przyszły jeszcze lepsze kwalifikacje, w których Brytyjczyk zakończył czasówkę na piątym miejscu, ale za zespołowym kolegą Charlesem Leclercem, tracąc zaledwie jedną dziesiątą sekundy do drugiej pozycji.
– Zdecydowanie miałem tę jedną dziesiątą w samochodzie. Wprowadziliśmy kilka zmian w naszym podejściu do kwalifikacji i to naprawdę zadziałało. Jestem dumny z zespołu za to, że był otwarty na zmiany i gotowy spróbować czegoś nowego – powiedział siedmiokrotny mistrz świata po sobotnich kwalifikacjach.
Hamilton wyjaśnił, że głównym problemem przez cały weekend był balans bolidu SF-25. W piątek zespół zmagał się z nadsterownością, ale w sobotę sytuacja odwróciła się o 180 stopni – samochód cierpiał na duży niedobór przyczepności z przodu.
– Od samego początku miałem ogromną podsterowność. Wciąż dodawałem docisku z przodu – chyba łącznie poprosiłem o osiem kliknięć w przednim skrzydle. Dopiero na ostatnim przejeździe samochód zaczął zachowywać się tak, jak chciałem od początku, ale potrzebowałem tego już w pierwszej próbie, żeby złapać pewność – tłumaczył kierowca Ferrari.
Hamilton zdradził też, że Ferrari poprawiło nie tylko ustawienia samochodu, ale i sposób pracy podczas sesji kwalifikacyjnej.
- To kwestia tego, jak wykonujemy sesję. Jak się komunikujemy, jak zachowujemy spokój, kiedy wyjeżdżamy, w jakiej temperaturze są opony – wszystko to zadziałało znacznie lepiej niż dotychczas – podkreślił.
Mimo drobnych problemów, Hamilton był zadowolony z przebiegu całego weekendu i zapowiedział ofensywną jazdę w wyścigu.
- Nauczyłem się dziś więcej o tym, jak ustawiać samochód. Ogólnie jestem zadowolony. To był dla nas postęp. Oczywiście chciałbym być wyżej, ale jutro dam z siebie wszystko, żeby powalczyć o więcej – zakończył kierowca Ferrari.
W podobnym tonie do siedmiokrotnego mistrza świata wypowiedział się Leclerc, który zapowiada agresywną walkę podczas GP Stanów Zjednoczonych.
- Podejdę do tego [wyścigu] agresywnie. Nie mam zbyt wiele do stracenia z mojej strony. Chcę po prostu spróbować osiągać świetne wyniki do końca roku, tak jak każdy.
- Powtarzając — nie mam zbyt wiele do stracenia z mojej strony - powiedział Monakijczyk.
Charles Leclerc, Ferrari
Autor zdjęcia: Zak Mauger / LAT Images via Getty Images
Subskrybuj i uzyskaj dostęp do Motorsport.com za pomocą blokera reklam.
Od Formuły 1 po MotoGP relacjonujemy prosto z padoku, ponieważ kochamy nasz sport, tak jak Ty. Aby móc nadal dostarczać nasze fachowe dziennikarstwo, nasza strona korzysta z reklam. Mimo to chcemy dać Ci możliwość korzystania z witryny wolnej od reklam i nadal używać ad-blockera.
Czytanie i publikowanie komentarzy