Bearman: Byłem przerażony
Oliver Bearman dowiózł do mety wyścigu w Meksyku historyczną czwartą pozycję, tocząc po drodze walkę z Maxem Verstappenem, podczas której mocno podskoczyło mu tętno.
Oliver Bearman po raz kolejny udowodnił, że jego miejsce w Formule 1 nie jest przypadkiem. 20-letni Brytyjczyk z zespołu Haas zaliczył najlepszy wyścig w swojej krótkiej karierze, kończąc Grand Prix Mexico City na znakomitym czwartym miejscu, po emocjonującej walce z takimi kierowcami jak George Russell, Andrea Kimi Antonelli, Oscar Piastri czy Max Verstappen.
Bearman przez większość wyścigu utrzymywał się w czołówce, a na pewnym etapie nawet mógł zadomowić się na trzeciej pozycji, która zapewniłaby mu pierwsze podium w karierze F1.
Ostatecznie jednak zespół zdecydował się na bezpieczniejszą strategię, odpowiadając na pit stop kierowców jadących bezpośrednio za nim.
- W pewnym momencie wyglądało na to, że możemy dowieźć podium. Na pośrednich oponach miałem dobre tempo i plan był taki, aby jechać do końca.
- Potem dostałem jednak komunikat, żeby zjechać. Myślę, że to była właściwa decyzja — mogliśmy zaryzykować, ale możliwość skończenia wyścigu na szóstym czy siódmym miejscu była zbyt duża. Czwarta pozycja to wciąż świetny wynik — ocenił Brytyjczyk.
Start w wykonaniu Bearmana był perfekcyjny — młody kierowca po starcie z dziesiątej pozycji przebił się do przodu i wskoczył na szóste miejsce między dwa Mercedesy, utrzymując się w walce z najlepszymi.
Gdy na torze doszło do kontaktu Hamiltona z Verstappenem, Bearman wykorzystał sytuację i awansował na czwarte miejsce, a w konsekwencji po karze nałożonej na siedmiokrotnego mistrza świata przebił się na trzecią pozycję.
- Miałem naprawdę dobry start. Wcisnąłem się między dwa Mercedesy i trzymałem tempo czołówki. Gdy Max i Lewis się zderzyli, postanowiłem z tego skorzystać.
- Szczerze mówiąc, jadąc koło Maxa, byłem przerażony — ale to było niesamowite uczucie. Walczyć koło w koło z kimś, kogo oglądałem w telewizji, to coś wyjątkowego - przyznał z uśmiechem.
Verstappen przez kilka okrążeń jechał tuż za młodym Brytyjczykiem, ale nie był w stanie znaleźć sposobu na jego wyprzedzenie.
- To było prawdopodobnie największe ciśnienie, jakie czułem w trakcie wyścigu w życiu. Ale udało się utrzymać pozycję, więc coś zrobiliśmy dobrze — dodał Bearman.
Choć Bearman przyznał, że trochę szczęścia pomogło mu znaleźć się tak wysoko, nie był to przypadkowy wynik.
Oczywiście było w tym trochę szczęścia, bo gdyby po kilku okrążeniach byłbym nadal w okolicach P10, to pewnie skończyłbym ósmy. Ale mieliśmy tempo, żeby utrzymać się w czołówce. Max, Kimi, George i Oscar — wszyscy próbowali mnie zaatakować, a ja się broniłem. To pokazuje, że zrobiliśmy coś dobrze — podkreślił.
Czwarta pozycja to wyrównanie najlepszego wyniku w historii zespołu Haas, ale Bearman przyznał, że celował jeszcze wyżej.
- Chciałem zdobyć podium, chciałem pierwszego podium dla Haasa. Ale czwarta pozycja i dwa samochody w punktach to też świetny wynik.
- Nie spodziewałem się, że w tym momencie kariery będę walczył z topowymi zespołami. To daje mi ogromną motywację. Mam nadzieję, że w przyszłości to będzie norma, a nie jednorazowy występ.
Bearman już w poniedziałek wraca do Europy, by rozpocząć przygotowania do kolejnego weekendu w Brazylii.
- Lecę pierwszym lotem i idę spać. Jestem wykończony — dodał z uśmiechem.
Oliver Bearman, Haas F1 Team
Autor zdjęcia: James Sutton / LAT Images via Getty Images
Subskrybuj i uzyskaj dostęp do Motorsport.com za pomocą blokera reklam.
Od Formuły 1 po MotoGP relacjonujemy prosto z padoku, ponieważ kochamy nasz sport, tak jak Ty. Aby móc nadal dostarczać nasze fachowe dziennikarstwo, nasza strona korzysta z reklam. Mimo to chcemy dać Ci możliwość korzystania z witryny wolnej od reklam i nadal używać ad-blockera.
Najciekawsze komentarze